KORONAWIRUS. Fatalne wieści. Lekarz mówi o olbrzymiej liczbie zgonów i pełnych szpitalach

2021-01-19 15:51 kb
Nowa mutacja koronawirusa już w Czechach. Jest szybsza i groźniejsza?
Autor: Getty Images

Umiera coraz więcej Polaków. W porównaniu z ubiegłym rokiem w każdym województwie zanotowano kilkanaście procent zgonów więcej. Lekarze biją na alarm i apelują do przewlekle chorych żeby zgłaszali się do lekarzy. Proszą też, aby każdy, kto ma objawy koronawirusa robił testy na jego potwierdzenie. Inaczej czeka nas TRAGEDIA. - Zgonów mamy prawie tyle samo, bądź niewiele mniej, w porównaniu ze szczytem, kiedy mieliśmy kilkadziesiąt tysięcy zakażeń dziennie. Co to oznacza? Ludzie wiedzą, że można zachorować, nie zgłaszają się na testy, wolą przechorować nie mając pewności czy są zakażeni koronawirusem. Później zgłaszają się w bardzo ciężkim stanie do szpitala - mówi w programie "Super Raport" dr Tomasz Karauda.

Kamila Biedrzycka: Niewiele ponad pół miliona zaszczepionych Polaków od 27 grudnia. Spodziewał się pan takiego wyniku?

dr Tomasz Karauda, specjalista chorób płuc: Nie. Miałem nadzieję, że to będzie szło znacznie szybciej. Jeśli założymy takie tempo, to uzyskanie odporności populacyjnej zajmie nam 4-5 lat. Wynika więc z tego, że szybciej zyskamy odporność przechorowując COVID. A przecież właśnie tego scenariusza chcemy uniknąć. Potrzebujemy szczepić szybciej.

- Tymczasem zmarnowało się już 1,5 tysiąca dawek…

- Z jednej strony to efekt zdarzającej się niefrasobliwości – słyszeliśmy historię jak na blacie w recepcji szczepionki czekały tyle godzin, że straciły ważność. To skandaliczna nieodpowiedzialność. Ale to margines. Z drugiej strony wielu woli teraz zmarnować szczepionkę niż podać ją komuś spoza grupy „zero”, bo padł blady strach po szczepieniu aktorów. Jeśli ja miałbym decydować o zaszczepieniu kogoś spoza tej grupy lub zmarnowaniu dawki, to lepiej podać ją komuś innemu niż wylać do zlewu.

dr Tomasz Karauda: W tym tempie szczepień odporność Polaków za 4-5 lat

- Kolejny problem to bardzo wysoki poziom śmiertelności. Umiera coraz więcej Polaków i to nie tylko z powodu zakażenia koronawirusem.

- Zawaliliśmy przygotowania do drugiej fali pandemii (…) umieramy z powodu niewydolnego systemu ochrony zdrowia. Przez ostatnie lata byliśmy w ogonie Europy, przy czarnym scenariuszu pandemii dopiero widać co to tak naprawdę znaczy (…) ludzie boją się przychodzić do szpitali w obawie przed zarażeniem. Tymczasem jest większe ryzyko, że zabiją nas choroby inne niż COVID-19. To brak wystarczającej liczby apeli i edukacji społeczeństwa. Tu także wychodzi ten brak przygotowania.

- Jak teraz wygląda sytuacja na oddziałach? Widać, że zakażeń jest mniej? Mamy więcej wolnych łóżek, respiratorów?

- Od momentu, w którym było 30 tys. zakażeń do dziś mamy cały czas zajęty cały oddział. Bywają pojedyncze dni kiedy jest troszeczkę lżej, ale później znów wszystko się zapełnia. Mamy sytuację constans. Ja tej „odwilży”nie odczuwam. Zgonów mamy prawie tyle samo, bądź niewiele mniej, w porównaniu ze szczytem, kiedy mieliśmy kilkadziesiąt tysięcy zakażeń dziennie. Co to oznacza? Ludzie wiedzą, że można zachorować, nie zgłaszają się na testy, wolą przechorować nie mając pewności czy są zakażeni koronawirusem. Później zgłaszają się w bardzo ciężkim stanie do szpitala, bo nigdzie wcześniej się nie zgłosili.

- Otwarcie szkół dla klas 1-3. Odważny krok?

- To jest działanie nieodpowiedzialne. Oprócz grupy „zero” i seniorów powinniśmy szczepić także nauczycieli.

Najnowsze
KOMENTARZE