PiS przestały się opłacać awantury - prof. Rafał Chwedoruk o przesuwaniu posiedzenia Sejmu

2019-09-12 9:25 Przemysław Harczuk i Mirosław Skowron

PiS poszerzył swój elektorat i stał się czymś w rodzaju „partii umiarkowanego postępu w granicach prawa”. Nic nie zaszkodziłoby PiS bardziej niż jakaś erupcja emocji. Nawet pozornie dla PiS pozytywnych. Wielu tych wyborców, którzy doszlusowali do PiS to ludzie nielubiący skrajności w polityce, nielubiący kłótni, akceptujący emocje, ale tylko na krótki dystans. Nawet jedna wypowiedź może zaszkodzić. Po co to partii mającej poparcie 45 proc. i być może idącej po większość?

„Super Express”: - Decyzją PiS Sejm skraca obrady i dokończy je dopiero po wyborach. Dziwna decyzja, wszyscy zastanawiają się w co oni graja?

Prof. Rafał Chwedoruk: - W tym przypadku nie doszukiwałbym się aż tak trzeciego dna. Polska polityka lubi pytanie „kto za tym stoi?”, ale teraz, przy krótkiej kampanii posłom po prostu brakuje czasu na walkę o ponowny wybór. Nie mam na to dowodów, ale słychać o tym, że są naciski struktur partyjnych i posłów z tylnych rzędów, by nie komplikować sobie życia w kampanii.

Niczego nie chcą uniknąć? Niczego załatwić?

PiS nie jest potrzebna żadna większa debata w parlamencie tuż przed wyborami. Sondaże i tendencje w nich są dla nich przychylne. Z ich perspektywy najlepiej, żeby wybory odbyły się już w tę niedzielę i może „wyłączając” obrady Sejmu sobie w ten sposób tę kampanię jeszcze skracają.

Podobne numery już wycinano. Platforma, kiedy wiedziała już, że przegrała wybory miała posiedzenie, podczas którego wybrała sędziów Trybunału Konstytucyjnego na zaś. PiS próbując to odkręcić wywołał olbrzymią awanturę. PiS może coś takiego kombinować?

Nie ma tu prostej symetrii między tymi sytuacjami. Oprócz mediów publicznych, zdecydowana większość mediów i opinii publicznej zmiażdżyłaby PiS za takie kombinacje...

To byłoby już po kampanii, więc co mają do stracenia?

Tak, ale nie chodzi o to, że to byłoby samobójcze w wyborach. Chodzi o to, że opozycja przejmując władzę dostałaby zielone światło na to, żeby poczynać sobie jeszcze śmielej w odkręcaniu tego co zrobił PiS. I to nie tylko tego, co zrobił na tym ostatnim posiedzeniu. Zwróćmy uwagę, że to „sprytne” zagranie Platformy z sędziami Trybunału Konstytucyjnego kompletnie jej się nie opłaciło. PiS skorzystał z pretekstu. Owszem była awantura, ale skoro już była poszedł jeszcze dalej. PiS jest też pod zdecydowanie większą presją niż była Platforma.

Myśląc o polskiej polityce czasów PO-PiS aż trudno uwierzyć, że takie decyzje nie mają drugiego dna.

Tu nie chodzi tylko o czasy PO-PiS. W nieco innych czasach, przy innej konfiguracji prawnej dokonano przecież uchwalenia konkordatu w latach 90. To też było przedzielone wyborami, nie powinno się odbyć w ten sposób, ale wtedy przewaga medialna była po stronie zwolenników konkordatu i niewiele można było zrobić. Nie sądzę, by do dnia wyborów kryła się w naszej polityce jakaś bomba. PiS właściwie nie ma powodów aż tak kombinować.

Dlaczego?

Od wzrostu wpływów PiS w samorządach lokalnych dzięki podziałom wśród opozycji, przez rewelacyjny wynik w eurowyborach doszliśmy do poszerzenia jego elektoratu. To spowodowało, że PiS stał się czymś w rodzaju „partii umiarkowanego postępu w granicach prawa”. Nic nie zaszkodziłoby PiS bardziej niż jakaś erupcja emocji. Nawet erupcja emocji pozornie dla PiS pozytywnych. Wielu tych wyborców, którzy doszlusowali do PiS to ludzie nielubiący skrajności w polityce, nielubiący kłótni, akceptujący emocje, ale tylko na krótki dystans.

PiS jako partia spokoju i dobrobytu.

Trochę tak. A w czasie takiej emocjonalnej debaty mogłyby się zdarzyć rzeczy nieprzewidziane. Któryś z prawicowych posłów mógłby wybuchnąć. Nawet jedna wypowiedź może zaszkodzić. Pamiętamy jak pojedyncze wypowiedzi panów Cimoszewicza i Belki zmieniały wpływały na wyniki? Po co to partii mającej poparcie 45 proc. i być może idącej po większość? Awantury dawno przestały im się opłacać.

Czyli nie ma się czego obawiać.

Kampania jest krótka, nie wszyscy posłowie mogą być tak jak liderzy pewni wejścia do Sejmu nawet pomimo dużego poparcia PiS. Jak pokazały eurowybory warto być aktywnym w terenie, niekoniecznie w Warszawie. I jeżeli należałoby za coś PiS w tej sytuacji skrytykować to za to, że przecież można było to przewidzieć i planować te posiedzenia Sejmu wcześniej.