Anna i Tadeusz założyli worki na głowy i ODKRĘCILI GAZ! Staruszkowie nie chcieli być ciężarem dla córki

2014-09-10 15:14 HD

Choroby, drożejące leki i znikąd pomocy. Polscy emeryci dobrze to znają, to ich codzienny, ciężki los. Dla pary 90-latków z Warszawy okazało się to nie do zniesienia. Anna (†90 l.) i Tadeusz (†92 l.) I. założyli sobie na głowę plastikowe worki i odkręcili gaz. W liście pożegnalnym napisali, że nie chcieli już być ciężarem dla swojej córki.

On w młodości był architektem, ona polonistką. Lata ciężkiej pracy nie zapewniły im jednak złotej jesieni życia. Schorowani, coraz słabsi powinni zostać objęci pomocą państwa. Ale państwo zostawiło ich samym sobie. Para liczyć mogła tylko na kochającego Tadzika (60 l.), który wprowadził się do rodziców i zajmował się nimi - robił zakupy, sprzątał, gotował. - Ania zawsze powtarzała, że zginęliby, gdyby jego zabrakło - mówi pani Krystyna (84 l.) sąsiadka z bloku. Nikt nie przeczuwał, że jej słowa zamienią się w złą przepowiednię. Pod koniec lipca ku rozpaczy rodziców ich Tadzik nagle stracił przytomność. Okazało się, że ma raka mózgu. Mężczyzna przeszedł skomplikowaną operację, po której nie odzyskał już przytomności. Dla państwa I. to był cios nie do zniesienia.

Para emerytów nie chciała być ciężarem dla córki i popełniła samobójstwo!

Mieli jeszcze córkę Elę, ale ta ułożyła już sobie życie daleko w Stanach. Państwo Anna i Tadeusz uznali, że nie będą dla niej obciążeniem. Dali jej znać o tragedii jej brata. Nie czekali jednak na przyjazd córki. Nałożyli sobie na głowy worki, do których podpięli butlę z gazem. Taką koszmarną scenę - uduszonych rodziców - znalazła pani Ela, kiedy przerażona nowinami z domu przyjechała do Polski. - Osoby te zostawiły list pożegnalny. Zleciliśmy już sekcję zwłok, która pozwoli ustalić, jaka była przyczyna zgonu - mówi Krzysztof Ćwirta z prokuratury w Śródmieściu, która prowadzi sprawę.

Czytaj: Bobrowniki, Pijany wójt Tomasz Grzegorzewski twierdzi: Auto prowadził Duch Święty

Jak udało nam się ustalić, adresatem listu była córka. Rodzice napisali w nim, że są już starzy i schorowani, a ich jedyny opiekun umiera w szpitalu. Tłumaczyli, że sami nie dadzą sobie rady, a nie chcieliby być dla niej ciężarem. Wiedzieli, że Elżbieta zostałaby z nimi do końca, ale nie chcieli, żeby męczyła się tu, w Polsce, kiedy jej życie jest w Ameryce. Chcieli, żeby zamknęła ten rozdział i pochowała ich razem z synem. Zanim odkręcili gaz, zapewnili ją raz jeszcze, że bardzo ją kochają.

ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail

Najnowsze