Bombardier pierwszy zejdzie na śniadanie

2007-11-15 20:14

Pomocnik reprezentacji Polski zamierza zastosować ten sam rytuał co pięć lat temu. Wtedy przyniosło to pełne powodzenie.

- Pamiętam jak dziś ostatnie godziny przed meczem Polska - Norwegia w 2001 roku. W tamtym dniu decydował się nasz awans do finałów mistrzostw świata i zrobiłem coś bardzo dla siebie nietypowego - przyznaje z uśmiechem Jacek Krzynówek (31 lat). - Jako pierwszy zszedłem w tamtą sobotę na śniadanie, co wcześniej mi się nie zdarzało, bo lubiłem sobie pospać. To był w moim przypadku absolutny ewenement, że pojawiłem się pierwszy przy stole. Opłacało się, bo "pogoniliśmy" na Śląskim Norwegów 3:0 i zapewniliśmy sobie wyjazd do Korei. A skoro raz wczesna pobudka się opłaciła, to jutro powtórzę ten rytuał. Zejdę pierwszy na śniadanie i obiecuję, że zrobię to w miarę wcześnie, tak żeby koledzy nie musieli czekać. Nie ma obaw, że zaśpię, bo mam małą córeczkę. To najlepszy budzik - przyznaje Krzynówek.

Gdyby nie zmęczenie, to strzeliłby jeszcze mocniej

Pomocnik reprezentacji Polski ma małe stopy (rozmiar 41), ale strzela piekielnie mocno. Okazuje się, że to jeden z najsilniej uderzających piłkę graczy Bundesligi.

- Mieliśmy w Niemczech badania siły strzału. Przyznaję, że byłem wysoko w tej klasyfikacji - mówi Jacek Krzynówek. Na początku "Krzynek" niezbyt chętnie się chwali, ale naciskany wyznaje całą prawdę:

- No dobra, powiem wam. Jestem na trzecim miejscu wśród najsilniej uderzających w Bundeslidze. Najmocniejsze uderzenie ma Michael Tarnat. Ile mi zmierzono? Po moim strzale piłka poleciała z prędkością 130 kilometrów na godzinę. Ale to było po treningu, kiedy byłem już zmęczony. Myślę, że na większej świeżości uderzyłbym jeszcze mocniej.

Krzynówek w kadrze Beenhakkera ma pewne miejsce. Nieco gorzej wygląda jego sytuacja w Wolfsburgu, choć sam zawodnik tragedii nie robi.

- W Polsce zrobiono ostatnio aferę, że nie gram w klubie, ale to trochę sztuczny problem. Nie grałem raptem przez tydzień. Wtedy szansę dostał Rumun Munteanu, ale w ostatnim meczu, z Bayerem Leverkusen, znów wyszedłem na boisko. I choć przegraliśmy 1:2, to zagrałem całkiem nieźle i chyba udowodniłem, że należy mi się miejsce w pierwszym składzie - uspokaja polskich kibiców Krzynówek.

Oby tylko nie stać się pośmiewiskiem

Jacek mocno wierzy w awans do Euro 2008, ale martwi go sytuacja wokół Euro 2012.

- Pół roku temu dostaliśmy prawa organizacji mistrzostw i nic się od tego czasu nie ruszyło. Kłócą się nawet o to, gdzie ma być Stadion Narodowy. Moim zdaniem to paranoja! No, takich polityków mamy. Trzeba wziąć się w garść, zebrać wszystkie siły do kupy, żebyśmy się nie stali pośmiewiskiem na cały świat!

O meczu z Belgią Krzynówek rozmawiał z wieloma kolegami, ale najbardziej pokrzepił go... Belg, Peter van der Heyden. - To kolega z Wolfsburga, bardzo fajny chłopak. O tym meczu dyskutowałem z nim wielokrotnie i van der Heyden jest przekonany, że Belgowie nie mają z nami wielkich szans - ujawnia Krzynówek, dla którego mecz z Belgią będzie jubileuszowym, 75. występem w reprezentacji Polski.

- Bardzo liczymy na naszych kibiców. Wiem, jak wielkie jest zainteresowanie, sam musiałem załatwić ponad 20 wejściówek. Chciałbym, żeby nasi fani stworzyli nam superatmosferę, żeby to nie był piknik, tylko piłkarskie święto!

130 km/h

Z taką prędkością leci piłka kopnięta przez Jacka Krzynówka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki