Byłem prawdziwym „psem”, dobrym „psem”

2020-06-29 12:57 Materiał Partnerski
Byłem prawdziwym „psem”, dobrym „psem”
Autor: Adrian Błachut Marcin Miksza

Rozmawiamy z Marcinem Mikszą „Borysem”, byłym oficerem Centralnego Biura Śledczego Policji w Olsztynie

- Jakie cechy powinien mieć policjant CBŚP?

- Powinien być przede wszystkim doświadczony, bo tylko tacy ludzie mogą pracować w tych strukturach. Za doświadczeniem muszą iść osiągnięcia i wyniki. A jakie cechy charakteru? Na pewno zawziętość. Ja byłem uparty, zawzięty, miałem parcie na robotę, byłem nieustępliwy, pewny siebie, niekiedy nawet arogancki. Czy to jest ten zestaw cech, który jest przydatny w tej pracy? Z perspektywy czasu różnie to oceniam. Aczkolwiek ja inaczej nie potrafiłem funkcjonować i nic bym w sobie nie zmienił. Trzeba mieć charakter i sztywny kręgosłup moralny.

- Pewnie to był ten zestaw cech, skoro miał pan tak świetne wyniki.

- Tak, osiągałem dobre wyniki w służbie. Pracowałem wcześniej w Komendzie Powiatowej w Mrągowie i w Komendzie Wojewódzkiej w Olsztynie. I dzięki tym wynikom trafiłem do CBŚP.

- Olsztyn swego czasu słynął z handlu heroiną na ulicach.

- Ogrom tego był!

- Pan i pana zespół to zmieniliście. Jak wam się to udało?

- Świetny zespół powołał insp. Janusz Czerwiński razem z szefem tego zespołu Krzysztofem Lewickim. Ten zespół miał się zająć przestępczością narkotykową. Tutaj głównie była praca na źródłach osobowych, które dostarczały nam informacji na temat dilerów narkotykowych, sposobu ich działania, ich odbiorców. Dzięki temu niemal co dziennie zdejmowaliśmy z rynku jednego dilera heroiny. Co prawda do pewnego momentu odrastali oni jak grzyby po deszczu, ale później już się chyba zorientowali, że nie ma to sensu, że to się nie opłaca.

- Oczyściliście miasto. Takie coś daje satysfakcję!

- Niesamowitą satysfakcję. Mając świadomość, że robisz coś dla społeczeństwa i jesteś w tym skuteczny, przynosi niesamowitą satysfakcję. Największą satysfakcję dawał widok przestępców, których spotykaliśmy na mieście i ten ich strach w oczach, a jednocześnie nienawiść do nas. Byliśmy naprawdę bardzo skuteczni i budziliśmy respekt w przestępczym środowisku. Wartość swoją jako „psa” oceniam po liczbie wrogów w środowisku przestępczym. Mam ich wielu.

- Mówi pan zawsze, że praca w policji była też pana pasją, pana życiem. Dlaczego pan ją utracił?

- I to jest bardzo przykra sprawa. Można pomyśleć, że to środowisko przestępcze wzięło na nas odwet - mówię nas, bo razem ze mną pracę straciło dwóch moich kolegów Tomek i Leszek. Tymczasem wyglądało to zupełnie inaczej. Kilku osobom, z którymi pracowaliśmy, nie podobało się to, że wydział działa prężnie. Pojawiły sie obawy że mogę awansować w strukturach CBŚP. Głównym motywem zaplonowym była zemsta dwóch kolegów, którzy trafili do Biura Spraw Wewnętrznych. Zwolniłem ich z wydziału, bo nie mieli wyników. Przez dwa lata prowadzili swoje sprawy i nikogo nie zatrzymali. Nie chciało im się pracować. Znaleźli jednak posadki w BSW i zgrillowali mnie. Zrobiono ze mnie łapówkarza, sutenera i handlarza narkotykami. Jeden z zarzutów, jaki mi postawiono, dotyczy sprawy sprzed 11 lat. Miałem wtedy jakoby wprowadzić na rynek 16 kilogramów amfetaminy! Przecież w tej sprawie byli zatrzymani przestępcy, którzy zostali osądzeni przez sąd dwóch instancji. Byli skazani prawomocnymi wyrokami, odsiedzieli swoje i już są na wolności! Oni nie mieli pretensji, że coś się zadziało nie zgodnie z prawem. To policja w policji postanowiła zadbać o interes przestępców. Parodia i skandal! Pani prokurator ze Szczecina, która prowadzi sprawę, obiecywała mi, że szybko spotkamy się z sądzie, by sprawę rozstrzygnąć. Tymczasem czekam na to już piąty rok. Cały czas jestem w zainteresowaniu jakichś służb. Liczono może, że wejdę w jakieś szare biznesy. To im się nie udało. Ale dali przyzwolenie bandytom na to, by nas kopać. Czasami słyszę określenie “Borys nie był święty”. To prawda, nie byłem i nie jestem święty. Nikt mnie nie kanonizował. Święty jest Jan Paweł II. Borys był psem, skutecznym psem.

- Zdradzili pana koledzy, szefowie umyli ręce. Jak się podnieść po czymś takim?

- Początki były bardzo ciężkie. Zatrzymano nagle rozpędzoną lokomotywę. Budzisz się rano i wiesz, że zaczyna się nowy, niechciany etap w twoim życiu. Uznałem, że muszę przyjąć to wyzwanie, podjąć walkę. Zrozumiałem, że ze wszystkich spraw, jakie prowadziłem w życiu, to nie te zawodowe o narkotyki, zabójstwa czy porwania będą najważniejsze, ale właśnie ta moja teraz. Wszedłem w sport, w treningi. Miałem wsparcie rodziny, ale w takiej sytuacji człowiek musi sam sobie pomóc. W policji początkowo byłem zawieszony i nie mogłem wykonywać żadnej pracy zawodowej, musiałem czekać na rozwiązanie sprawy. Zaręczano nam, że wszystko skończy się dobrze, że wrócimy do służby. Zamiast tego po pół roku dostałem informację, że wszczęto wobec mnie postępowanie administracyjne o zwolnienie ze służby. Bo zwolniono mnie drogą administracyjną, nie dyscyplinarną. Postępowanie dyscyplinarne zostało umorzone, bo nie było podstaw do dyscyplinarnego zwolnienia, więc rozwiązano z nami stosunek służbowy w drodze postępowania administracyjnego. Było mi niesamowicie przykro, że kierownictwo tak się zachowało, bo liczyłem na wsparcie. Nie chcieli iść na zwarcie z BSW, walczyć o swoich ludzi, troszczyli się tylko o swoje kariery. Od lat wiadomo, że nikt nie chce z nimi zadzierać, bo gromadzą sobie materiały na różne osoby zajmujące stanowiska w Policji i w odpowiednim momencie je wykorzystują. Podejrzewam, że tak też mogło być w tym przypadku. Zacząłem walczyć o siebie, o kolegów, którzy są w sprawie. Chciałem udowodnić, że szefostwo jest w błędzie. Poszedłem do mediów, powstała książka „Polowanie na prawdziwego psa”. Chodziło mi o to, by zatrzymać ten przestępczy mechanizm Biura Spraw Wewnętrznych. Policjant nie może bać się łapać przestępców, a niestety tak to w tym kraju wygląda.

- I dostał pan wsparcie od mediów. Bronią pana dziennikarze od prawa do lewa – telewizje, gazety, tygodniki... Teraz książka wydawnictwa „Znak Litaranova”.

- Tak, to prawda. Dziennikarze nas znali i zweryfikowali jako dobre „psy”. To dodało nam wiary. Za to jestem im niesamwicie wdzięczny. Tym wszystkim dziennikarzom, którzy nie bali się pokazywać tej sprawy, rozmawiać ze mną o niej z całego serca dziękuję. Książka autorstwa Grzegorza Gluszaka “Polowanie na prawdziwego psa” pokazuje kulisy wewnętrznych rozgrywek w CBŚP. O tym, jak do celów prywatno-służbowych wykorzystuje się wewnętrzną służbę w policji, by zlikwidować niewygodnych policjantów. Myślę, że opisana tam sprawa dobitnie to przedstawia.

- A jak to się odbiło na pana rodzinie?

- Ciężki dla mnie temat... Już sama praca policyjna ma wpływ na kontakt z rodziną – drogi się rozjeżdżają. Resztę proszę sobie dopowiedzieć. Ja też jestem skryty. Z problemami wolę uporać się sam. Wszystko mnie dookoła drażni, irytuje. Starałem się unikać rozmowy z osobami bliskimi. Nie chciałem ich obciążać. Zamknąłem się w sobie, uznałem, że to tylko moja walka. Z perspektywy wiem, że to był błąd.

- A pana córki? Olsztyn przecież nie jest metropolią, a szef CBŚP to ważna postać. Nic do nich nie dotarło?

- Dotarło. W pewnym momencie pogorszył mi się kontakt z córką. Unikała ze mną rozmowy. Traktowała mnie z dystansem. Aż w końcu podjęliśmy rozmowę. Okazało się, że dokuczano jej w szkole z mojego powodu. Popłakała się w rozmowie ze mną. Prosiła, żebym nie interweniował, bo będzie jeszcze gorzej. To było dla mnie straszne. Uświadomiłem sobie, że te osoby, które uszyły nam tę sprawę, skrzywdziły nie tylko nas, ale też bliskie nam osoby. Swoimi działaniami przeciwko mnie naraziły bezpieczeństwo moich dzieci. Tego się nie wybacza.

- Chciałby pan wrócić do policji?

- Chciałbym, ale mam świadomość, że to nigdy nie nastąpi. Przede wszystkim chciałbym pokazać wielu policjantom w służbie czynnej, że można walczyć i podołać wyzwaniu. Chciałbym im tym samym przekazać: “walczcie i nigdy się nie poddawajcie. I zawsze macie we mnie pomoc i wsparcie". Przez 19 lat byłem „psem”. Dobrym. Chciałbym wrócić, ale nie za czasów tych ludzi, którzy dzisiaj rządzą policją. Nie zasługują na ludzkie poświęcenie, ani na to, by dla nich ryzykować zdrowiem i życiem.

Byłem prawdziwym „psem”, dobrym „psem”
Autor: Materiały Prasowe Link: Zamów książkę
Spowiedź oficera CBŚP

Polowanie na prawdziwego psa. Po drugiej stronie odznaki to reportaż śledczy Grzegorza Głuszaka, który okazał się nakładem Wydawnictwa Znak Literanova. Wstrząsający materiał o rozgrywkach w polskiej policji, układach, wyścigu szczurów i walce o wysokie stanowiska toczącej się pod parasolem ochronnym najważniejszych polityków. To spowiedź byłego Naczelnika Centralnego Biura Śledczego Policji.

Materiał Partnerski

Najnowsze