Chciałem zarobić na kolorowankę dla siostrzyczki

2008-01-11 20:58

14-letni Rafał Konarski ze Śniechowa (woj. lubuskie) musiał harować u bezwzględnego właściciela fermy drobiu jako parobek. Chłopiec chciał zarobić parę groszy, żeby zrobić niespodziankę swej ukochanej siostrze.

Niestety, kiedy ciął drewno, elektryczna piła obcięła mu cztery palce. Ale bezlitosny krwiopijca Czesław K. (55 l.) nie wezwał pomocy, nie zawiadomił pogotowia. Porzucił krwawiące dziecko na pastwę losu. Rafałek do końca życia zostanie kaleką.

Były radny Czesław K. to najbogatszy człowiek w okolicy. Ma wielką fermę drobiu i wydaje mu się, że wszystko może.

Zatrudniał dzieci

- Chciałem zarobić na kolorowankę dla siostrzyczki, bo tę starą już całkowicie zamalowała. No i na buty, bo stare są schodzone - opowiada Rafał Konarski (14 l.).

Jego siostra Kasia (11 l.) cierpi na zanik mięśni, ledwie chodzi. Jedyna jej radość to rysowanie. Bez końca może pochylać się nad książeczką z obrazkami i malować je kredkami.

Rafał z mamą rencistką i pięciorgiem rodzeństwa (oprócz Kasi jeszcze dwoje jest niepełnosprawnych) mieszka w małej wsi pod Gorzowem. Skromniutko u nich, bardzo biednie. - Renty po mężu ledwo starcza na chleb - wzdycha Marzena Konarska (40 l.).

We wsi nie było tajemnicą, że u Czesława K. pracują na czarno dzieci. W wielkich kurnikach ścieliły słomę, karmiły drób, sprzątały, przygotowywały drewno na opał. Rafał i jego brat Kamil (16 l.) też tam tyrali.

Kazał mu ciąć drzewo

- Nie sądziłam, że takiego małego chłopca gospodarz zatrudni do wielkiej piły elektrycznej - płacze mama Rafałka. Ale żądny zysków bogacz tak właśnie zrobił.

Kiedy chłopiec ciął drewno, jeden z pasów transmisyjnych wciągnął jego rękę, a ostrze piły ucięło trzy palce prawej ręki i zmasakrowało czwarty.

Gdy o wypadku dowiedział się Czesław K., zamiast robić wszystko, by ratować chłopaka, najpierw zaczął się na niego wydzierać. Potem pognał do jego matki, żeby broń Boże nie pisnęła, że wypadek wydarzył się na jego fermie.

W tym czasie syn krwiopijcy wysadzał krwawiącego Rafała pod szpitalem w Gorzowie. Okazało się, że na operację przyszycia palców było już za późno. Lekarze ubolewali, że na fermę od razu nie wezwano karetki. Wtedy palce na pewno udałoby się uratować.

Czesław K. nie czuje się winny. - Te dzieciaki miały u mnie dobrze - mówi zadufany.

Innego zdania jest prokuratura. Czesław K. od dawna zatrudniał u siebie dzieci w wieku od 12 do 16 lat, bo... były tańsze i bardziej karne niż dorośli. Za dzień harówy płacił im po 20 złotych. Teraz bezlitosnemu wyzyskiwaczowi grozi do 10 lat więzienia.

Czesław K. (55 l.) jest właścicielem wielkiej fermy drobiu. Na czarno zatrudniał u siebie dzieciaki z okolicy. Chętnie je wykorzystywał do ciężkich prac

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki