Po usunięciu części płuca nie wolno mu sięgać po papierosa, a przecież palił przez całe życie. W rozmowie z "Super Expressem" były minister zdrowia opowiada o tym, jak musiał przylepiać sobie specjalny antynikotynowy plaster. I że teraz, aby wytrwać, łyka tabletki.
- Jak tam pana zdrowie?
- Ostatnio wszyscy mnie o to pytają. A jeśli boją się zapytać wprost, mają to wypisane w swoich oczach. Jednych ucieszę, innych zmartwię: czuję się bardzo dobrze.
- Po chorobie nie ma śladu?
- Przy tego rodzaju schorzeniach będzie można o tym powiedzieć dopiero za kilka lat.
- Ale wyniki badań są dibre?
- Tak, na szczęście wszystko jest w porządku.
- Pali pan?
- Niestety, nie... (śmiech). Oczywiście żartowałem z tym "niestety". Chociaż przyznam, że łatwo nie jest. W końcu palenie przez tyle lat było moim stylem życia.
- Nałóg wciąż przypomina o sobie?
- No pewnie! Stale pojawia się chęć sięgnięcia po papierosa. Ale daję radę. Na początku przyklejałem plastry na rękę. Ostatnio przerzuciłem się na tabletki i gumy.
- Oszczędza się pan?
- Absolutnie nie. Po chorobie nic się w moim życiu nie zmieniło. Pracuję na pełnych obrotach.
- Zniknął pan z pierwszej linii politycznego frontu. Co się dzieje?
- To świadomy wybór. Dałem sobie czas na odpoczynek i spokój. Ostatnie dwa lata to nieustanny ataku na ministra zdrowia, czyli na moją osobę. Po 1 stycznia zabieram się do pracy.
- To znaczy?
- Zamierzam wyjść z dwoma ustawami, które mocno leżą mi na sercu. Trudność będzie polegała na tym, że zrobię to nie z silnej pozycji ministra, ale posła.
- Zostaje pan w klubie PiS? Pięciu pana kolegów rozstało się z Jarosławem Kaczyńskim...
- Dobrze, że pan o to pyta. Zostaję w klubie PiS. Nie mam żadnych innych planów. Chodzi o zachowanie zwykłej lojalności.