28-latka oddała życie za swoje dzieci podczas bombardowania Kijowa. Zasłoniła synków, sama zginęła
Matka zginęła jak bohaterka, oddając życie za dzieci. Jej historię opisują teraz media na całym świecie. Do tragedii doszło podczas jednego z ostatnich rosyjskich ataków na Kijów. Według relacji świadków pierwsza rakieta uderzyła w pobliżu bloku, w którym mieszkała rodzina. Wybuch uszkodził budynki i zniszczył plac zabaw znajdujący się na osiedlu. Weronika wiedziała, że po pierwszym uderzeniu może nadejść kolejne. Takie ataki polegają na ponownym ostrzale tego samego miejsca po kilku minutach. Kobieta zabrała swoich synów – 5-letniego Jasima i 4-etniego Jakuba oraz matkę i zaczęli razem uciekać do schronu. Rodzina przedostawała się przez zniszczoną klatkę schodową. Kiedy wyszli na zewnątrz, rozległa się potężna eksplozja.
ZOBACZ TEŻ: Wielki atak na Kijów, płonie sławny klasztor. To symbol
"Dzieci były dla niej wszystkim. Zrobiłaby dla nich wszystko"
Chwilę później przechodnie wynieśli rannych chłopców do schronu. Ciało Weroniki odnaleziono obok bariery drogowej, zaledwie kilka metrów od wejścia do podziemnego parkingu. Według świadków do końca osłaniała dzieci przed odłamkami pocisków własnym, ciałem. Młodszy syn doznał bardzo poważnych obrażeń ręki. Lekarze przeprowadzili już pięć operacji, próbując uratować kończynę. Starszy chłopiec przeżył atak bez ciężkich obrażeń. Matka Weroniki również została ciężko ranna. Kobieta straciła nogę i nadal przebywa w szpitalu. Rodzina nie powiedziała jeszcze Jakubowi, że jego matka nie żyje. – Dzieci były dla niej wszystkim. Zrobiłaby dla nich wszystko – powiedział mediom kuzyn Weroniki, Mykyta. Pogrzeb Weroniki odbył się w Żytomierzu. W uroczystości uczestniczyło ponad sto osób.