Żarłacze białe mogą krążyć u wybrzeży Europy. Ich wizyty przypominają postoje na stacji benzynowej

Czy legendarne żarłacze białe już teraz krążą u wybrzeży Wielkiej Brytanii? Eksperci ostrzegają, że te potężne drapieżniki mogą regularnie odwiedzać europejskie wody, a ich wizyty przypominają krótkie postoje na stacji benzynowej. Na tym jednak nie koniec, bo w ślad za nimi zmierzają kolejni egzotyczni przybysze wyposażeni w unikalne czujniki.

Żarłacz biały pod wodą przy klifach. Na miniaturze płetwa rekina przy stacji paliw. O ich migracji przeczytasz w Eska.
Autor: Wygenerowane przez AI

Wielkie żarłacze białe mogą już pływać u wybrzeży Wielkiej Brytanii

Choć wielu kojarzy je z tropikalnymi kurortami, legendarne żarłacze białe mogą być znacznie bliżej Europy, niż nam się wydaje. Jak informuje zagraniczny serwis LADbible, powołując się na brytyjski dziennik Metro, eksperci ostrzegają, że te potężne drapieżniki prawdopodobnie już teraz regularnie odwiedzają wody wokół Wielkiej Brytanii.

Tom „The Blowfish” Hird, ambasador organizacji Shark Trust, uważa, że tamtejsze morza oferują tym rybom idealne warunki do życia. Temperatura wody wahająca się latem od 8 do 20 stopni Celsjusza oraz bogata populacja fok szarych stanowią dla nich doskonałe źródło pożywienia. Choć naukowcy od dawna zastanawiali się, dlaczego żarłacze białe nie osiedliły się w okolicach Wielkiej Brytanii na stałe, ekspert twierdzi, że drapieżniki te mogą już tam być, tylko nikt ich jeszcze nie zauważył.

Według Hirda brak oficjalnych obserwacji wynika ze specyfiki zachowania tych zwierząt. Ryby te nieustannie się przemieszczają, a opłynięcie małej wyspy zajmuje im zaledwie kilka dni. Z tego powodu rzadko wchodzą w drogę nurkom czy załogom statków rybackich, a ich wizyty przypominają jedynie krótkie postoje na stacji benzynowej.

Kolejny drapieżnik może dołączyć do migracji

Żarłacze białe to nie jedyne wielkie ryby, które mogą zacząć regularnie odwiedzać te rejony. Z powodu postępujących zmian klimatycznych i rosnących temperatur wód, w ślad za nimi mogą podążyć rekiny młoty. Te egzotyczne drapieżniki są znane ze swoich dalekich migracji przez otwarty ocean.

Hird wyjaśnia, że rekiny młoty doskonale poradziłyby sobie w brytyjskich wodach ze względu na swoją unikalną anatomię. Ich charakterystyczne, szerokie głowy są wyposażone w specjalne receptory wykrywające pole elektromagnetyczne Ziemi oraz bioelektryczność stworzeń ukrytych w piasku. Ponieważ morza wokół Wielkiej Brytanii leżą na stosunkowo płytkim szelfie kontynentalnym, te naturalne czujniki byłyby dla nich niezwykle pomocne podczas polowań.

Pojawienie się nowych przybyszów oznacza jednak poważne kłopoty dla dotychczasowych mieszkańców tych obszarów. Obecnie w wodach brytyjskich żyje około 20 rodzimych gatunków rekinów. Rosnące temperatury mogą zmusić je do ucieczki na północ, w poszukiwaniu chłodniejszych stref.

Dlaczego pojawienie się rekinów młotów to zły znak?

Choć wizja pojawienia się nowych gatunków w europejskich wodach brzmi sensacyjnie, ekspert podkreśla, że w rzeczywistości jest to powód do niepokoju. Zmiana terytoriów nie oznacza naturalnego rozwoju populacji, lecz jest efektem wypierania rekinów z ich dotychczasowych, naturalnych siedlisk.

Tom Hird porównuje tę sytuację do zatłoczonego autobusu, w którym pasażerowie muszą się przesunąć, by zrobić miejsce kolejnej osobie. W tym scenariuszu gatunki tropikalne, takie jak rekiny młoty, przesuwają się w rejony umiarkowane, wypychając dotychczasowych mieszkańców w strefy polarne. Te ostatnie nie mają już jednak dokąd uciec i mogą zostać całkowicie wyeliminowane z ekosystemu.

Ekspert uspokaja jednocześnie, że rekiny nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla ludzi – rocznie na całym świecie odnotowuje się zaledwie około 10 śmiertelnych ataków. Prawdziwym powodem do strachu nie powinna być zatem obecność drapieżników, lecz ich całkowite zniknięcie. Bez zdrowych mórz i obecności rekinów przetrwanie ludzkości jako gatunku stanie pod znakiem zapytania.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki