Święta Bożego Narodzenia Ola i jej znajomi spędzili u kolegi w norweskiej miejscowości Sarpsborg. Stamtąd dziewczyna kontaktowała się z rodziną. - Pisała SMS-y, że świetnie się bawi. Była cała w skowronkach - opowiada Adam Bulik (39 l.), ojciec dziewczyny. 29 grudnia pan Adam przeżył wstrząs. Dowiedział się, że Olę znaleziono martwą przy torach kolejowych. Od tamtej pory zrozpaczony ojciec stara się dowiedzieć, jak zginęła jego córka.
- Jako ojcu należy mi się pełna informacja, co stało się z moim dzieckiem, a norweska strona nie udziela żadnych informacji. Urzędnicy jak mantrę powtarzają słowa: "śledztwo jest w toku" - żali się Adam Bulik. Ma wrażenie, że norweska policja chce zatuszować prawdę. - To kpina. Na miejscu zdarzenia nawet nie przesłuchali znajomych Oli. Mają to zrobić dopiero teraz, telefonicznie - denerwuje się pan Adam. Sam od razu rozpytał kolegów córki o to, co działo się tragicznego dnia. Podobno wszyscy wybrali się na spacer, a w drodze powrotnej weszli do pubu. Ola nie chciała tam iść. Miała wrócić do domu kolegi sama. - Wtedy znajomi widzieli ją żywą po raz ostatni - wzdycha Adam Bulik. Potem przypadkowy człowiek znalazł ciało Oli leżące przy torach.
- Kto zamordował moje dziecko? - to pytanie pan Adam zadaje sobie od śmierci Oli.
- Jestem przekonany, że doszło do zabójstwa. Nikt mi nie wmówi, że córka mogła sama rzucić się pod pociąg. Za bardzo kochała życie - zapewnia zrozpaczony ojciec. W rozwikłaniu tragicznej śmierci dziewczyny zamierza prosić o pomoc Mariusza Błaszczaka, ministra spraw wewnętrznych i administracji.
Na razie jednak chce jak najszybciej sprowadzić ciało Oli do Polski. W zdobyciu 7 tysięcy złotych na ten cel pomógł mu Zbigniew Stonoga. Dzięki internetowej zbiórce jutro ojciec będzie mógł odebrać ciało ukochanej córki.
Zobacz: Rozstrzelał wnukom babcię na lotnisku! Niewinna ofiara strzelaniny na Florydzie