Owinięci w koce i śpiwory ludzie pokotem leżą na podłodze na parterze budynku ZGN Śródmieście. Nie jedzą już od wtorku, do kilku z nich zdążyło przyjechać pogotowie. Na szczęście mogą już korzystać z łazienki, do której wcześniej utrudniano im dostęp.
- Czuję się fatalnie, ale walczę w słusznej sprawie - skarży się Hanna Kościńska (37 l.), która osłabiona i wyczerpana leży na wprost od wejścia. Sama jest ratownikiem medycznym. Zarabia niewiele, płaci ponad 300 zł za prąd, bo w bloku są termy elektryczne. Nie chce, by jej rachunki wzrosły o drugie tyle, bo tak się stanie, jeśli codziennie będzie na elektrycznej fajerce gotować obiady dla trójki dzieci.
Przeczytaj koniecznie: Strajkują, bo urzędnicy odcięli im gaz
Mieszkańcy próbowali się wczoraj dostać do dyrekcji ZGN. Jednak dyrektor Małgorzata Mazur nie znalazła dla nich czasu.
- Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo lokatorów - mówi Rafał Chromiński, rzecznik ZGN Śródmieście. - Dlatego decyzja o odłączeniu gazu jest nieodwołalna, żeby wyeliminować zagrożenie - tłumaczy.
Ludzi to jednak nie przekonuje. Apelują, by jeśli to konieczne, naprawić instalację gazową, ale nie odłączać im gazu na stałe. Twierdzą, że bardzo obciążona i stara instalacja elektryczna także nie wytrzyma gotowania. A ich portfele gigantycznych rachunków.