Witryłów to wieś u podnóża Bieszczad. Niespełna 500 mieszkańców jest zaszokowanych brutalnym morderstwem, do którego doszło w spokojnej, cichej miejscowości.
- Maciek to normalny chłopak. Grzeczny, pracował w Sanoku. Ale chyba miał problem z narkotykami. Czasem dziwnie się zachowywał - mówi jeden z sąsiadów.
Po świętach w rodzinie B. wybuchła kłótnia. Śledczy twierdzą, że konflikt między mordercą a rodzicami trwał dłuższy czas. Maciej B. chwycił za siekierę. Pobiegł do ojca, który pracował przed domem. Uderzał, gdzie popadnie. Gdy ojciec osunął się na ziemię, morderca ruszył do matki. Zabrał jej z rąk malutką Tosię, swoją siostrzenicę, zaprowadził do mieszkania. Wrócił i siekierą tłukł Lucynę B. Kobieta próbowała uciekać. Zwyrodnialec powalił ją na schodach do kotłowni. Morderca zobaczył, że ojciec jeszcze żyje. Wziął drugą siekierę i dobił go. Po wszystkim 22-latek wszedł do domu, rozebrał się do majtek i siedział nieruchomo w pokoju z siostrzenicami Mają i Antosią.
- Kiedy na miejscu pojawili się policjanci, sprawca stał się agresywny, próbował uciekać - opisuje podkom. Anna Karaś z KPP w Brzozowie. Maciej B. przyznał się do morderstwa, grozi mu dożywocie. Został już tymczasowo aresztowany.