W niewielkiej mazowieckiej wsi pod Mszczonowem w październiku 1954 roku odbyło się wesele Weroniki Królikowej. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że panna młoda była córką dawnej gospodyni Marii Dąbrowskiej i jej chrześniaczką. Pisarka została więc na wesele zaproszona, a to, co widziała - opisała w opowiadaniu "Na wsi wesele".
O stojącym po dziś dzień w Grzegorzewicach XIX-wiecznym pałacu możemy u niej przeczytać: "Nie był to dwór starożytny, lecz wzniesiona widać na jego miejscu nowoczesna budowla, dosyć okazała, piętrowa, z tarasem, balkonami, werandą - wszystko szkaradnie odrapane".
Właścicielem majątku przed wojną był Alfred Meissner - lekarz, profesor chirurgii, stomatolog, później rektor Akademii Stomatologicznej w Warszawie. Dbał on o posiadłość i otaczający ją piękny park. Później majątek rozparcelowano, a pałac zaczął popadać w ruinę.
W latach 70, XX w. obiekt przekazano Naczelnej Radzie Adwokackiej.
Dzisiaj pałac sprawia wrażenie, jakby lata świetności miał już dawno za sobą. Godne podziwu są za to otaczające go majestatyczne drzewa. W 1981 r. park grzegorzewski wpisany został do rejestru zabytków. Rośnie tam i jesion wyniosły, i lipa drobnolistna o czterech pniach, i modrzewie, i - jak pisała Dąbrowska "najwyższa z całej gęstwiny topola-białodrzew, okryta liściem po jednej stronie żółtym, po drugiej - śnieżnie białym".