Zbigniew Drzymała, prezes Groclinu, o futbolu mówi dużo i chętnie. Na tyle angażuje się w klub, że lubi nawet "pomóc" trenerowi w ustaleniu składu na mecz. Niby szef ma zawsze rację, ale... nie do końca. Dowodem jest wpadka, która przytrafiła się Drzymale z Tomaszem Zahorskim.
Kiedy Beenhakker powołał go po raz pierwszy, sporo osób pukało się w czoło. Zahorski nie strzelił w tym sezonie w lidze gola, więc za co ta szansa? Teraz widać za co. Po powrocie z kadry, w trzech ligowych meczach "Zahor" trafił cztery razy i znów dostał powołanie. Dziś uznawany jest za odkrycie Holendra, ale warto wspomnieć o zasługach Czecha Wernera Liczki, który ściągnął go do Groclinu.
- Już po pierwszym dniu testów zdecydowałem, że go bierzemy - mówi Liczka. - Okazało się, że ma najlepsze wyniki wydolnościowe w całym zespole!
Wiosną 2006 roku Zahorski rozegrał 9 meczów, strzelił 2 bramki i trafił do reprezentacji U-21.
- Później zatrzymał się w rozwoju z powodu kontuzji i problemów osobistych - opowiada Liczka. - Wielokrotnie mu mówiłem, że musi poukładać swoje życie.
Liczka opuścił Groclin w listopadzie 2006 r., a Zahorskiego bez żalu wypożyczono do Łęcznej, a później sprzedano do Zabrza.
- Dlaczego odszedł z Groclinu zaraz po mnie? Bo pan Drzymała preferuje napastników technicznych, a nikt z otoczenia prezesa nie miał odwagi wyrazić swojego zdania na temat Zahorskiego - mówi czeski trener. - Ale dobrze, że trafił do Zabrza. Znam mentalność Ślązaków i wiem, że tam cenią to, co ma Tomek.