„On umierał!”. Emocje eksplodowały podczas procesu ws. śmierci 19-letniego Olka
To była jedna z najbardziej emocjonalnych rozpraw od początku procesu dotyczącego śmierci 19-letniego Aleksandra z Grudziądza. Na sali sądowej ponownie spotkali się bliscy zmarłego oraz osoby związane z akcją ratunkową, która zakończyła się tragedią.
Przesłuchiwany jako świadek ratownik medyczny zapewniał, że śmierć młodego mężczyzny jest również jego osobistą tragedią.
– Jest mi przykro, że ten pacjent zmarł. Zawsze postępowałem zgodnie z procedurami – mówił przed sądem.
Słowa te nie przekonały jednak rodziny Olka. Matka 19-latka i jego siostra nie kryły emocji. Ich zdaniem ratownik nie okazał skruchy ani współczucia wobec tragedii, która na zawsze odmieniła ich życie.
Ratownik podtrzymywał wcześniejszą wersję wydarzeń. Przekonywał, że podczas transportu Olek nie współpracował z zespołem medycznym.
– Rzucał się, obracał na noszach, utrudniał wykonywanie czynności ratunkowych – mówił.
Te słowa wywołały natychmiastową reakcję matki zmarłego.
– On umierał! – krzyknęła kobieta na sali rozpraw.
Obok siedząca siostra Olka nie była w stanie powstrzymać łez. Atmosfera w sądzie stała się niezwykle napięta.
Ratownik nie widział oznak krwotoku
Jednym z najważniejszych wątków procesu pozostaje pytanie, czy personel medyczny właściwie ocenił stan rannego nastolatka.
Ratownik zeznał, że rana uda nie wyglądała groźnie i nie dawała podstaw do podejrzeń masywnego krwotoku.
– Wyglądała na niewielką i powierzchowną. Nie obserwowaliśmy objawów wskazujących na krwawienie wewnętrzne – tłumaczył.
To właśnie wykrwawienie zostało później uznane za bezpośrednią przyczynę śmierci Olka.
Świadek przekonywał również, że jego zdaniem nastolatek mógł znajdować się pod wpływem środków psychoaktywnych, choć sam pacjent miał temu zaprzeczać.
Szczególne emocje wzbudziło ponowne odtworzenie nagrania z ambulansu. Materiał, który przed kilkoma miesiącami obiegł całą Polskę, stał się jednym z kluczowych dowodów w sprawie. Na filmie widać momenty, które wzbudziły ogromne oburzenie opinii publicznej. Olek wielokrotnie skarży się na swój stan i prosi o pomoc. W nagraniach pojawiają się również sceny szarpania oraz ignorowania próśb o podanie tlenu.
Ratownik przed sądem tłumaczył jednak, że wszystkie działania były podyktowane troską o bezpieczeństwo pacjenta.
– Przytrzymałem go za włosy, aby chronić jego głowę przed urazem. Nie miało to nic wspólnego ze znęcaniem się – przekonywał.
Podobnie wyjaśniał decyzję o niepodawaniu tlenu.
– Parametry nie wskazywały na konieczność jego zastosowania. Takie decyzje podejmuje personel medyczny – mówił.
Kajdanki i transport na brzuchu
Kolejnym kontrowersyjnym elementem transportu było pozostawienie Olka w kajdankach przez całą drogę do szpitala.
Ratownik twierdził, że było to uzasadnione względami bezpieczeństwa. – Bez kajdanek mógłby zrobić krzywdę sobie albo personelowi – argumentował.
Tymczasem opinia biegłych przedstawiona w śledztwie wskazuje, że przewożenie pacjenta na brzuchu z rękami skutymi za plecami mogło znacząco utrudnić ocenę jego stanu zdrowia oraz zauważenie pogarszających się parametrów życiowych.
To właśnie między innymi na podstawie tych ustaleń zarzuty usłyszał lekarz z zespołu ratownictwa medycznego.
Podczas zeznań ratownik mówił również o konsekwencjach, jakie spadły na niego po ujawnieniu nagrań. Przyznał, że nie pracuje już w publicznym systemie ratownictwa medycznego. Po publikacji materiałów w mediach internet zalała fala krytyki.
– Upubliczniono nasze dane i wizerunki. Byłem nazywany „łowcą skór”, a moja rodzina otrzymywała groźby – mówił.
Jak twierdzi, właśnie dlatego zdecydował się odejść z dotychczasowej pracy.
Śmierć, która poruszyła całą Polskę
Do tragedii doszło na początku 2024 roku. Według ustaleń śledczych Olek podczas ucieczki przed policją nadział się na ostry element ogrodzenia i doznał poważnego urazu uda. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia.
Po przewiezieniu do szpitala stan 19-latka gwałtownie się pogorszył. Młody mężczyzna zmarł. Późniejsze śledztwo wykazało szereg nieprawidłowości zarówno podczas transportu, jak i leczenia w szpitalu.
Na ławie oskarżonych zasiadają lekarz z karetki, lekarz SOR-u oraz anestezjolog. Prokuratura zarzuca im błędy medyczne, które mogły przyczynić się do śmierci nastolatka. Każdemu z nich grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.
Rodzina Olka od początku podkreśla, że nie walczy o zemstę, lecz o wyjaśnienie wszystkich okoliczności tragedii. Każda kolejna rozprawa pokazuje jednak, że rana po śmierci 19-latka wciąż pozostaje otwarta.