Szczątki Jowity Zielińskiej leżały 500 metrów od domu. Szukano jej dwa lata! Jak to możliwe? "Mogło dojść do błędu"

Jowita Zielińska prawdopodobnie nie żyje, choć czekamy jeszcze na oficjalne potwierdzenie tożsamości odnalezionych zwłok, które w najbliższym czasie mają dać śledczym wyniki zleconych badań DNA. Dwa lata po zaginięciu 30-letniej kobiety nastąpił przełom, o którym dziś szeroko mówi się w mediach. Jeden z ekspertów, były szef poznańskiej policji, wskazuje, gdzie mogło dojść do błędu.

Jowita Zielińska zaginęła w lipcu 2024 roku w miejscowości Lisiny, w województwie kujawsko-pomorskim. Kamery monitoringu nagrały, jak wjeżdża na rowerze na ścieżkę otoczoną przez las, z której nigdy nie wyjechała. Wracała akurat z pracy do domu, kiedy ślad po niej zaginął. Niedługo później znaleziono jednoślad, prawdopodobnie przez kogoś podrzucony, lecz Jowity nigdzie nie było. Ruszyły poszukiwania zakrojone na szeroką skalę, które jednak nie przyniosły rezultatu. Tymczasem dwa lata później, w lipcu 2026 roku, zaledwie 500 metrów od domu, w którym mieszkała z rodziną zmarłego męża, grzybiarze natrafili na kości. Szczątki prawdopodobnie należą właśnie do zaginionej kobiety, znaleziono przy niej wisiorek oraz ubrania, które na to wskazują. Czekamy jeszcze na badania DNA, które mają to potwierdzić. Pozostaje pytanie, dlaczego to wszystko stało się dopiero teraz? Jak to możliwe, że zwłok nie znaleziono wcześniej, skoro były tak blisko? Maciej Szuba, były komendant poznańskiej policji, powiedział w rozmowie z "Faktem", że być może policja bardziej skupiła się na miejscu, w którym znaleziono rower zaginionej kobiety, zamiast szukać w obrębie innych rejonów.

Czytaj także:  Jowita Zielińska zniknęła w lesie. Przed śmiercią ktoś ją więził?! Po latach znaleziono ciało. "Miała inne ubrania"

- Nie mam jednak wiedzy o tym, jak wyglądały poszukiwania. Powinny być prowadzone odśrodkowo albo dośrodkowo. Oznacza to, że przyjmując dom i miejsce znalezienia roweru jako dwa główne punkty, należało zacząć od jednego z nich i posuwać się w kierunku drugiego - tłumaczy Maciej Szuba. - Skoro szczątki znaleziono o tyle dalej, należy uznać, że rower został podrzucony, by zmylić trop. Poza tym, gdyby ta kobieta leżała w tym miejscu, gdzie znaleziono jej szczątki, tak blisko domu, nie sposób, by na nią nie natrafiono. Te dwie rzeczy jednoznacznie wskazują na zabójstwo - dodaje ekspert.

Podobnego zdania jest osoba znająca kulisy śledztwa, która woli pozostać anonimowa, i która w "Fakcie" ujawnia, że jednoślad miał zmylić trop i zatrzeć ślady, co się udało. Przez kilka miesięcy funkcjonariusze przeszukiwali mokradła i jeziora w miejscu, gdzie znaleziono rower, choć ciało się tam nie znajdowało Szczegóły poniżej.

Ktoś po dwóch latach przeniósł ciało Jowity Zielińskiej? "To mało prawdopodobne"

Anonimowy rozmówca "Faktu" snuje teorie, że szczątki Jowity Zielińskiej po prostu przeoczono, a ich odnalezienie teraz oznacza, że po prostu z ziemi wykopała je zwierzyna. Nie wierzy w teorię o nagłym podrzuceniu ciała, twierdzi że to mało prawdopodobne. Podobnego zdania jest Maciej Szuba, który neguje teorię, jakoby 30-latka miała zostać uprowadzona i przetrzymywana, a potem jej ciało podrzucono.

- Bo po co takie porwanie? Porywa się po coś. A tu nie było żadnego żądania okupu - stwierdził detektyw Maciej Szuba. - Obaj rozmówcy "Faktu" podkreślają, że teraz najważniejsze są ślady na odnalezionym szkielecie i resztkach ubrania. Jeśli będą ślady urazów fizycznych, to odtworzony zostanie mechanizm zabójstwa. W przypadku uduszenia może się okazać, że biegli nie znajdą żadnych śladów - czytamy w doniesieniach.

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, śledztwo nadal trwało. Będziemy do tej sprawy wracać.

Galeria zdjęć: Szczątki Jowity Zielińskiej leżały 500 metrów od domu. Szukano jej dwa lata! Jak to możliwe? "Mogło dojść do błędu"

Sonda
Czy śledczym uda się rozwikłać sprawę Jowity Zielińskiej?
Uciekła przed mężem do rodziców, doszło do dramatu. Szokujące sceny | Pokój ZBRODNI

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki