Jowita Zielińska, mieszkanka miejscowości Lisin w województwie kujawsko-pomorskim, zaginęła w sobotę, 6 lipca 2024 roku. Serwis „Gdziekolwiek jesteś” w mediach społecznościowych jako jeden z pierwszych powiadomił o zaistniałej sytuacji. Zgodnie z udostępnionymi wówczas informacjami, kobieta miała około godziny 5:00 rano wsiąść na rower i udać się do Rypina, gdzie pracowała jako ekspedientka w jednym ze sklepów mięsnych. Wsiadła w ciemnozielony pojazd z czarnym koszykiem i ruszyła w drogę. Kilka godzin później, wracając do domu, wsiadła do busa, który podwiózł ją do Rogowa. Stamtąd miała ponownie wsiąść na rower i przejechać ostatni dystans dzielący ją do miejsca zamieszkania. Zgodnie z ustaleniami, jakie poczynili bliscy kobiety, Jowita Zielińska między godziną 13. a 14. była widziana po raz ostatni. Znajomy dostrzegł ją w miejscowości Rojewo, zaledwie kilometr od domu, do którego – niestety – nigdy nie dotarła.
Kamery nagrały Jowitę, jak wjeżdża na drogę. Z obu stron był las. Już nie wyjechała
Gdy nieobecność 30-latki się przedłużała, jej rodzina zaczęła się niepokoić. Około godziny 15:00 raz za razem wykręcali jej numer telefonu, lecz komórka nie odpowiadała. Później stała się nieaktywna. Od tamtej pory nie ma z kobietą żadnego kontaktu – nie odezwała się ani do swoich bliskich, ani do przyjaciół, a przynajmniej z nikim, kto by tę informację ujawnił.
Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni
Portal „Gdziekolwiek jesteś” podawał, że kamery monitoringu nagrały Jowitę, jak jedzie na rowerze szosą i wjeżdża na drogę, na której z obu stron jest las. Momentu, w którym 30-latka by z tego lasu wyjeżdżała, żadna kamera już nie nagrała. To wzbudziło podejrzenia, że w międzyczasie coś mogło się tam wydarzyć. Rodzina zaginionej oraz zaalarmowane służby przeszukały okoliczny teren, policjanci używali nawet drona, pomagali strażacy i mieszkańcy, lecz kobiety w lesie nie znaleziono. Odrzucono też teorię, jakoby miała uciec z domu – bliscy twierdzą, że nigdy wcześniej nie znikała, ani nie zrywała kontaktu, jest osobą bardzo rodzinną i odpowiedzialną.
Wizerunek Jowity Zielińskiej z czasem obiegł największe media w kraju, a o sprawie zaczęli licznie informować dziennikarze. Służby przekazały też opis wyglądu kobiety: około 170 centymetrów wzrostu, lekko kręcone rude włosy, długie - za ramiona, choć zazwyczaj spięte. Do tego zielone oczy, szczupła budowa ciała i widoczny żylak na jednej z łydek jako znak szczególny. W dniu zaginięcia 30-latka była ubrana w kolorową koszulę w kratkę, czarne spodenki oraz czarne buty sportowe. Ponadto miała przy sobie czarną torebkę zarzuconą na ramię.
Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Rypinie, którzy prowadzą śledztwo w sprawie zaginięcia kobiety, prosili o udostępnienie nagrań z monitoringów przy posesjach oraz wideorejestratorów na trasie Rogowo-Skępe, mając nadzieję, że dzięki nim uda się dokładniej ocenić trasę, którą poruszała się Jowita Zielińska. Ostatni raz była widziana 6 lipca o godz. 13:18 na trasie Rojewo-Lisiny. Jednocześnie funkcjonariusze zaapelowali o kontakt z najbliższą jednostką policji lub zadzwonienie pod numer 112, jeśli ktoś ma jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu 30-latki.
Zbigniew Zgórzyński, wójt Rogowa, w rozmowie z dziennikarzami programu „Interwencja” w Polsacie wskazywał miejsce, w którym urwał się sygnał telefonu i w którym kobieta była widziana po raz ostatni. - Mogła skręcić w kierunku Lisin. Od domu, gdzie mieszkała, dzielił ją niecały kilometr – potwierdzał, snując domysły na temat tego, że zaginiona mogła również pojechać w prawą stronę w kierunku lasu, w stronę Lipca, lub prosto w stronę Skępego. - Wszystkie te możliwości są dzisiaj jeszcze brane pod uwagę – mówił wówczas wójt.
Znajomy podwiózł zaginioną, dalej miała ruszyć busem. Wiele teorii brano pod uwagę
Głos w sprawie zabrał również znajomy, który podwoził tego dnia Jowitę. Z jego relacji wynika, że miał ją odebrać około godziny 12:30, a po około 15-20 minutach jazdy wysadził ją na parkingu przed zakładem, gdzie jest brama wjazdowa. Stamtąd miała podjechać bliżej domu busem. - Wysiadając zawsze mówi: dobra, do wtorku, bo od wtorku dopiero zaczynamy handel. Wysiadła z samochodu, no i po prostu ślad po niej zaginął – relacjonował pan Leszek. Szwagier zaginionej, Dawid Zieliński, w „Interwencji” dodawał, że to był bardzo gorący dzień i Jowita mogła zasłabnąć. - Ale przecież przeszukiwaliśmy ten cały teren i nie ma po prostu śladu. Po ewentualnym wypadku też musiałoby coś zostać, prawda? - zastanawiał się. Brano pod uwagę także teorię dotyczącą porwania, lecz śladów walki czy porzucenia roweru, którego raczej ewentualny sprawca by nie zabrał, też nie ma. Choć, rzecz jasna, rower równie dobrze mógł zostać przez niego ukryty. Jednoślad został potem zresztą znaleziony.
Czytaj także: Rodzina Bogdańskich zniknęła bez śladu. Pięć osób przepadło jak kamień w wodę. Mroczna tajemnica
Dom Jowity jest oddalony od jej zakładu pracy o zaledwie 17 kilometrów. W Lisinach miała zamieszkać z mężem zaraz po ślubie, jednak siedem lat temu mężczyzna zmarł – ukochanego zabrała kobiecie choroba nowotworowa. Zaginiona pozostała w domu teściów, z którymi miała dobry kontakt. Po śmierci męża z nikim więcej się nie związała. Okoliczności jej życia prywatnego, jak to zwykle w tego typu sprawach bywa, również były badane przez śledczych. Mogłyby odpowiedzieć na ewentualne pytania o ucieczkę czy celowe zniknięcie, które w tym konkretnym przypadku wydają się jednak mało prawdopodobne. Pani Małgorzata, teściowa zaginionej, w rozmowie z Wirtualną Polską powiedziała wprost, że nie wierzy w żadną ucieczkę ani w to, że Jowita dobrowolnie wsiadłaby z kimś obcym do auta. Jednocześnie opowiedziała o próbach skontaktowania się z nią przez telefon – w pewnym momencie wydawało się bowiem, że sygnał powrócił, lecz policja twierdzi, że komórka cały czas jest nieaktywna. Razem z mężem kobieta jeździła po okolicy, pokonali też tę samą drogę, którą Jowita miała wracać. Bezskutecznie. Jedynie biały minivan, stojący na polance w lesie, zwrócił ich chwilową uwagę, lecz w tamtym rejonie często parkowały osoby, które wybierały się na grzyby. Poza tym, to był sam początek sprawy, 30-latki jeszcze wówczas nie uznano oficjalnie w stu procentach za osobę zaginioną. Do niczego ten trop nie zaprowadził.
Do poszukiwań Jowity Zielińskiej zaangażowano mnóstwo jednostek: policjantów z komendy w Rypinie, ale też tych z Komendy Wojewódzkiej w Bydgoszczy, pomagali również okoliczni mieszkańcy, strażacy z PSP i OSP, ratownicy WOPR, grupa ratownictwa specjalistycznego BIZON. Do akcji wkroczyły nawet psy tropiące, policyjne drony oraz łodzie motorowe. Niestety, to wszystko także nie przyniosło oczekiwanych rezultatów.
Mijały kolejne tygodnie, później miesiące od zaginięcia Jowity Zielińskiej, a wraz z każdym kolejnym dniem nadzieje na wyjaśnienie sprawy były coraz mniejsze. Rodzina tej wiary jednak nie traciła. Mieszkańcy z kolei zaczynali się bać, o czym w rozmowie z „Wirtualną Polską” powiedziała sołtys sołectwa Rojewo, Grażyna Jagielska. - Nic takiego nie miało tu nigdy miejsca. Przyznam, że ja i moje koleżanki przystopowałyśmy swoją aktywność na zewnątrz, bo wcześniej znacznie częściej chodziłyśmy na kijki i jeździłyśmy na rowerach. Oczywiście wszyscy rozważamy różne możliwości. To mogło być morderstwo, może najpierw gwałt, a potem chciał ją uciszyć. Niektórzy zastanawiają się, czy jej nie wywieźli do domu publicznego albo nie porwali na organy. A może ktoś ją przetrzymuje? To mogło być wszystko. Trudno odgonić czarne myśli – wyznała kobieta.
Za pomoc w odnalezieniu Jowity zaoferowano w międzyczasie nagrodę pieniężną: dziesięć tysięcy złotych. Osoba, która wolała pozostać anonimowa, twierdzi że sprawa jest dogadana z policją i to na komendę należy zgłaszać wszelkie informacje. Nagroda ma zostać wówczas przekazana – po odpowiedniej weryfikacji tego, czy przekazane wieści są prawdziwe i czy wpływają na sprawę.
Pierwszy przełom w poszukiwaniach nastąpił 10 sierpnia, nieco ponad miesiąc od zaginięcia Jowity Zielińskiej. W lesie w miejscowości Wierzchowiska, około 5 kilometrów od miejscowości, w której mieszka zaginiona, kobieta zbierająca grzyby natrafiła na porzucony rower 30-latki. O sprawie natychmiast powiadomiła służby, które zabezpieczyły jednoślad. Miejsce odnalezienia roweru jest jednak zaskakujące zarówno dla rodziny Jowity, jak i dla śledczych, bowiem zaginiona musiałaby zawrócić na szosie, by znaleźć się tam, gdzie odnaleziony został jej pojazd. Takiego manewru nie ujęły jednak kamery monitoringu - na nagraniach widać jedynie, że Jowita wjeżdża na leśną drogę. Nie ma zapisu, który świadczyłby o tym, że z którąkolwiek strony z niej wyjechała.
Rodzina Jowity twierdzi, że ona sama nigdy się tam nie zapuszczała. Pojawiło się podejrzenie, że jednoślad mógł zostać tam przez kogoś podrzucony, tym bardziej, że pies szukający 30-latki w lesie nie podjął tropu, który wcześniej doprowadziłby do oddalonego roweru. Zresztą teren był szczegółowo przeczesywany przez funkcjonariuszy i mieszkańców. Bartosz Gałkowski z Komendy Powiatowej Policji w Rypinie potwierdził natomiast, że jest to faktycznie rower, którym poruszała się Jowita Zielińska. Na miejsce wysłano odpowiednie służby, w tym technika kryminalistyki, lecz nic więcej nie udało się ustalić.
Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.
Porzucony rower, liczne poszukiwania. Jowita Zielińska długi czas pozostawała nieodnaleziona
18 sierpnia rodzina zaginionej zorganizowała poszukiwania w miejscu odnalezienia roweru. Na apel odpowiedziała między innymi jednostka strażaków z OSP Rogowo. Łącznie w akcji wzięło udział 70 osób, podzielonych na siedem zespołów, do których przydzielono strażaków. Użyto też specjalnej aplikacji, za pomocą której można było na bieżąco śledzić, jak przemieszczają się poszczególne zespoły oraz jaki obszar został przeszukany. - Sprawdzony został teren wskazany przez rodzinę, którego dotychczas nie przeszukiwano. Poszukiwania prowadzono od godziny 10:00 do 13:30 i przeszukano obszar o powierzchni około 100-120 hektarów. Zaginiona nie została jednak odnaleziona - przekazali w mediach społecznościowych strażacy z OSP Rogowo.
Zobacz również: Zabił żonę za skup złomu. Ciała Haliny nigdy nie znaleziono. "Był już skazany, ale go wypuścili"
Równocześnie rodzina Jowity Zielińskiej zapewnia, że nie dokonuje samowolki – wszelkie działania uzgadnia z policją. W rozmowie z portalem Rypin Nasze Miasto teść zaginionej kobiety dziękował nawet służbom za pomoc, a przede wszystkim strażakom, którzy ich wówczas wspomagali, bo – jak sam zaznaczał – aby wszystko przebiegało w sposób odpowiedni i bezpieczny, konieczne jest doświadczenie oraz profesjonalizm służb. - Naprawdę żeśmy nie myśleli, że tak dużo ludzi dobrej woli chce nam pomóc. Dziękujemy – podkreślał mężczyzna.
W ferworze poszukiwań Jowity nadszedł kolejny cios, zadany rodzinie przez pracodawcę 30-latki. „Super Express” donosił, że teściowe zaginionej odebrali wypowiedzenie z pracy, jakie Jowita otrzymała pocztą. - Jest to dla nas oburzające i bolesne, bo zaledwie kilka dni przed nadejściem wypowiedzenia, zadzwonił do mnie szef Jowity i poprosił o oświadczenie, że zaginęła i sprawa jest zgłoszona na policję. Mówił, że robi porządek w papierach. Nie widziałam nic podejrzanego w tym, że coś takiego napiszę i się zgodziłam. Nie spodziewałam się, że będzie to miało taki skutek – powiedziała w rozmowie z "Faktem" Małgorzata Zielińska, teściowa Jowity.
Rodzina jest oburzona, ponieważ w ich ocenie zachowanie szefa 30-latki wygląda tak, jakby pogrzebał ją żywcem. Nikt przecież nie uznał 30-latki za zmarłą. Taka decyzja pracodawcy, u którego zaginiona przepracowała kilka lat, była znana i lubiana w zakładzie, jest szokująca i nieludzka. – Może ktoś ją przetrzymuje, może straciła pamięć, ale liczymy na to, że do nas wróci. O najgorszym nie chcemy myśleć. Martwię się, co będzie, jak Jowita wróci i będzie wymagała leczenia albo rehabilitacji, jak nie będzie miała ubezpieczenia, to co wtedy? (...) Nie wierzę, że nie było innego wyjścia, jakiegoś czasowego zawieszenia składek, czy czegoś podobnego. To tak, jakby już została pogrzebana, a my wierzymy, że żyje i tej myśli się trzymamy - podkreśliła teściowa 30-latki w „Fakcie”.
Przełom po latach. W lesie znaleziono szczątki, które mogą należeć do Jowity Zielińskiej
Mimo upływu czasu, wciąż nie było wiadomo, co się z nią stało i gdzie się znajduje. 30 sierpnia w mediach społecznościowych rodzina ponownie opublikowała apel, tym razem skierowany bezpośrednio do 30-latki. - Jeśli to czytasz, proszę, odezwij się. Poszukujemy Cię od 6 lipca, czyli od dnia twojego zaginięcia. Zaangażowanych w Twoje poszukiwania jest masa ludzi: policja, straż, znajomi i bardzo dużo osób dobrej woli. Wszyscy chcemy, abyś wróciła szczęśliwie do domu. Jeśli zaistniał jakiś problem, z którym nie umiesz sobie poradzić, albo myślisz, że nie ma wyjścia, to się mylisz. Wróć, my pomożemy Ci we wszystkim. Tu jest twój dom i wszystkie twoje rzeczy – napisano. W swoistym liście podkreślono również, że Jowita nie zostanie obciążona żadnymi kosztami poszukiwań. - Po prostu daj znak, że żyjesz i nic Ci nie jest – podsumowali teściowe Jowity, którzy byli i są z nią mocno zżyci. Dwa dni przed apelem, 28 sierpnia, policja znowu przeszukiwała kompleks leśny oraz pobliskie jezioro: łącznie ponad 300 hektarów. Niestety, wtedy bez przełomu.
Wielkie emocje w międzyczasie wywołał wpis jednej z mieszkanek, która ostrzegła ludzi przed tajemniczym białym busem, którego kierowca miał ponoć śledzić jej córkę pod sam dom, a później obserwować budynek z drogi głównej. Sprawa została przez kobietę zgłoszona na policję. Post w mediach społecznościowych spowodował oczywiście falę spekulacji i domysłów, tym bardziej, że na początku poszukiwań o białym minivanie, który stał na polance przy lesie, do którego wjechała zaginiona w lipcu Jowita Zielińska, mówili też jej teściowie. Szwagier poszukiwanej odniósł się do tych informacji, uczulając sąsiadów, by zwrócili uwagę na swoje dzieci i sami też zachowali ostrożność. - Sytuacja nie jest normalna, miejmy nadzieję, że policja szybko to wyjaśni i odpowiednie osoby zostaną zatrzymane, przynajmniej w celu przesłuchania. Sprawy się nakładają na siebie, co nie jest raczej zbiegiem okoliczności. Udostępniajmy te informacje, oby nic złego się już nie wydarzyło – napisał pan Sebastian.
Funkcjonariusze wciąż prowadzą czynności w sprawie. W ostatni weekend, 18-19 lipca 2026 roku, media obiegły wieści o znalezieniu w lesie szczątków, które mogą należeć do Jowity Zielińskiej. Miała na sobie inne ubrania, co mogłoby sugerować, że ktoś podrzucił zwłoki. Czy była wcześniej gdzieś przetrzymywana? Czy padła ofiarą zbrodni? Policjanci nabierają wody w usta. Nieoficjalne doniesienia mówią, że przy pozostałościach ciała znaleziono wisiorek należący do poszukiwanej. To może być jeden z kluczowych dowodów. Przed nami badania DNA, które dadzą odpowiedź na pytanie, jaka jest tożsamość odnalezionej osoby. Do sprawy będziemy jeszcze wracać.