Znaleźli szczątki niedaleko domu Jowity. Jej teściowie nie mogą się z tym pogodzić. „Cały czas wierzymy, że to nie ona”

Po ponad dwóch latach od zaginięcia Jowity Zielińskiej pojawił się przełom, na który nikt nie był gotowy. W lesie pod Rypinem odnaleziono kobiece szczątki i fragmenty ubrań. Prokuratura czeka na wyniki badań DNA, ale – jak ustalił dziennikarz „Super Expressu” – wiele wskazuje na to, że może chodzić właśnie o zaginioną 30-latkę. Jej teściowie wciąż wierzą, że Jowita wróci do domu.

W sobotę, 18 lipca, w lesie niedaleko zabudowań w powiecie rypińskim dokonano makabrycznego odkrycia. Dwóch mężczyzn, którzy przebywali w okolicy, zauważyło wystające z ziemi ludzkie kości. Natychmiast powiadomili służby.

Na miejscu pojawili się policjanci, którzy zabezpieczyli teren. Podczas dalszych czynności ustalono, że odnalezione szczątki należą do kobiety. W pobliżu znajdowało się również zagłębienie w ziemi, w którym znaleziono fragmenty garderoby. 

Śledczy zabezpieczyli wszystkie ślady, a sprawą zajęła się prokuratura. Kluczowe znaczenie będą miały badania genetyczne. Jak przekazała prokurator Małgorzata Kręcicka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Włocławku, materiał został przekazany do badań, które mogą potrwać od dwóch do trzech tygodni.

Na chwilę obecną jest za wcześnie, aby stwierdzić, czy odnalezione szczątki należą do Jowity, ale jest duże prawdopodobieństwo, że tak właśnie jest – powiedziała prokurator.

Policja oficjalnie potwierdza jedynie fakt odnalezienia kobiecych szczątków. Rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Rypinie podkreśla, że na obecnym etapie śledztwa funkcjonariusze nie mogą ujawniać szczegółów.

„Ona jest dla nas jak córka”

Dla rodziny Jowity ostatnie dni są powrotem do najtrudniejszych wspomnień. Jan i Małgorzata, teściowe Jowity, wrócili wspomnieniami do wydarzeń sprzed ponad dwóch lat.  

Zaginęła w sobotę, 6 lipca 2024 roku, a dzień później, w niedzielę o godz. 8 rano, miała być msza za Adasia, jej zmarłego męża. Ona bardzo chciał w niej uczestniczyć, przygotowywała się i czekała na nią... Jowita jest dla nas jak córka, ponieważ cały czas wierzymy, że to nie ona – mówią w rozmowie z „Super Expressem”.

Adam, mąż Jowity, zmarł, gdy miał zaledwie 23 lata. Jak wspominają jego rodzice, przed śmiercią obiecali mu, że zaopiekują się jego żoną.

Kiedy umierał, a umierał świadomie, obiecaliśmy mu, że zaopiekujemy się Jowitą do końca naszych dni. Jej pokój cały czas jest u nas, czeka na nią. Nic w nim nie zostało zmienione – opowiadają.

Jak dodają, zawsze chcieli dla niej jak najlepiej. Wspominają, że życie Jowity przez lata miało prosty rytm – dom, praca i cmentarz, na którym odwiedzała grób ukochanego męża. Mimo to teściowie nigdy nie zamykali jej drogi do nowego życia. Wręcz przeciwnie – wspierali ją i kibicowali, aby jeszcze odnalazła szczęście.

Miała naszą zgodę, miała również zgodę Adama, żeby po jego śmierci znalazła sobie kogoś – podkreślają.

W tym miejscu szukali jej wiele razy

Bliscy Jowity są zaskoczeni informacją o odnalezieniu szczątków właśnie w tym miejscu. Jak mówią, po zaginięciu kobiety wielokrotnie przeszukiwali ten teren.

To miejsce, w którym znaleziono kości, my odwiedzaliśmy kilkanaście razy po zaginięciu Jowity. Na pewno niczego tam nie było – twierdzą.

Nie wiedzą również nic na temat złotego łańcuszka z krzyżykiem, który według nieoficjalnych informacji miał zostać znaleziony przy szczątkach.

Nie wiemy nic na temat medalika, który rzekomo znaleziono. A nawet jeśli coś zostało znalezione, dowiedzieliśmy się o tym z mediów, a nie od policji – mówią.

Ostatni dzień Jowity

Jowita Zielińska zaginęła 6 lipca 2024 roku. Tego dnia rano wyjechała zielonym rowerem do pracy. Po zakończeniu zmiany wróciła do Rogowa, a następnie ruszyła w stronę domu w Lisinach. Po drodze zatrzymała się jeszcze na cmentarzu – był to jej zwyczaj. Monitoring potwierdził jej obecność. Później świadkowie widzieli ją jadącą w kierunku domu.

Do celu brakowało zaledwie około 200 metrów. Nigdy jednak tam nie dotarła.

Po zaginięciu rozpoczęła się jedna z największych akcji poszukiwawczych w regionie. W działania zaangażowali się policjanci, strażacy, ratownicy, leśnicy, myśliwi, rodzina i mieszkańcy. Przeszukiwano lasy, pola, bagna i zbiorniki wodne. Wykorzystywano psy tropiące oraz sonar.

Przez wiele miesięcy nie udało się znaleźć żadnego śladu.

Nadzieja pojawiła się 10 sierpnia 2024 roku, gdy w lesie w miejscowości Wierzchowiska odnaleziono ciemnozielony rower Jowity. Znajdował się około pięciu kilometrów od jej domu. Do dziś nie wiadomo, czy trafił tam w dniu zaginięcia, czy został pozostawiony później.

Teraz cała prawda ma kryć się w wynikach badań DNA. Dla rodziny Jowity będzie to najtrudniejsza odpowiedź po ponad dwóch latach niepewności.

Pokój Zbrodni - zaginięcie Katarzyny Domerackiej i znany adwokat

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki