Kto wyrzucił Anię z pociągu?

2007-10-29 20:55

Sama wypadła z pociągu? Ktoś ją wypchnął? Dlaczego jej chłopak teraz uparcie milczy? Wokół śmierci Ani Synówki (21 l.) z Sianowa (woj. zachodniopomorskie) kłębi się mnóstwo wątpliwości.

Jedno jest pewne, że kiedy Ania wypadała z pociągu, nie miała żadnych szans. Od uderzenia o betonowy słup jej kręgosłup pękł jak zapałka, a kamienie z torowiska zmasakrowały twarz i ciało.

- Przysięgam nad grobem siostry, że nie spocznę, dopóki nie wyjaśnię sprawy i nie doprowadzę do ukarania winnych jej śmierci - obiecuje Arkadiusz Synówka (28 l.), brat Ani. Cała rodzina ma wątpliwości, czy to był wypadek.

Pojechali po psa

Ania, studentka architektury, wraz z chłopakiem Maćkiem (18 l.) i trójką jego kolegów jechała nocnym pociągiem Kołobrzeg - Kraków. W Nowym Dworze Mazowieckim mieli kupić psa. W okolicach Działdowa (woj. warmińsko-mazurskie) doszło do tragedii.

- Nie możemy uwierzyć, że zginęła - płaczą Bożena (46 l.) i Monika (27 l.) Synówka, mama i siostra. Kamil (20 l.), uczestnik tragicznej podróży i kolega Maćka, opowiada: - Ania z Maćkiem udali się do innego wagonu. Tam Maciek pił z kimś wódkę. Do przedziału wrócił sam. Powiedział, że Ania chyba wypadła z pociągu. I że do końca trzymała się poręczy.

Według Kamila Maciek był pijany i mówił tak nieskładnie, że początkowo nikt nie wziął jego słów na serio.

Dopiero po chwili dotarło do nich, że stało się coś strasznego. Kamil, jedyny trzeźwy w towarzystwie, chwycił za hamulec.

Przestał mówić

Wokół śmierci Ani pełno wątpliwości. Skoro trzymała się poręczy, dlaczego znaleziono ją z zaciśniętym telefonem w dłoni? Do kogo należą części ubrania, które znaleziono przy Ani?

I co najdziwniejsze: dlaczego zniknął mężczyzna podróżujący w tym samym przedziale?

Dosiadł się w trakcie podróży, a po zatrzymaniu pociągu przepadł. Zostawił torbę podróżną i telefon.

- Ania mogła być świadkiem jakiegoś zajścia. Może chciała zrobić telefonem zdjęcia albo wezwać pomoc... - zastanawia się Stanisław Synówka.

W rozwikłaniu tajemnicy mógłby pomóc Maciek. Ale...

- Odkąd wrócił do domu, nie powiedział ani słowa. Przyjmuje lekarstwa uspokajające i jest pod opieką psychologa. Wydarzyła się tragedia, ale Maciej się do niej nie przyczynił - zapewnia nas jego brat.

Śledztwo w sprawie śmierci dziewczyny prowadzi działdowska prokuratura. - Na razie nie wykluczamy żadnej wersji wydarzeń - mówi jej szef Lech Sienkiewicz.

Rodzina prosi o informacje

Rodzina Ani Synówki prosi świadków tragedii oraz wszystkie osoby, które mogłyby pomóc w wyjaśnieniu wątpliwości dotyczących śmierci dziewczyny o kontakt pod numerem 504 116 738

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki