Był 2006 rok, gdy Katarzyna Kozodój (40 l.), atrakcyjna, inteligentna dziewczyna, zdecydowała się na drobne korekty w swoim wyglądzie. Wybrała klinikę chirurgii plastycznej w Szczecinie. - O zabiegu dowiedziałem się już po fakcie. Zadzwoniła pielęgniarka. Powiedziała, że z córką jest coś nie tak. Pojechaliśmy natychmiast. Kasia była w śpiączce - opowiada jej ojciec Jan Kozodój. Okazało się, że podczas zabiegu anestezjolog Wiesław S. przebił pacjentce tchawicę, przez co doszło do niedotlenienia mózgu.
Ojciec Kasi długo walczył o odszkodowanie dla córki. I w końcu sąd cywilny uznał winę lekarza. Wyrok - 1,5 mln zł zadośćuczynienia. Ale Wiesław S. nie zamierzał płacić. Cały majątek przepisał na żonę, a sam - goły i wesoły - skutecznie uniemożliwiał komorniczą egzekucję.
Potrzebny był drugi proces, tym razem karny, aby przerwać ten skandal. Lekarz i jego żona zostali oskarżeni o ukrywanie majątku. I właśnie usłyszeli wyrok. On został skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, a ona na 1 rok w zawieszeniu na 3 lata. Solidarnie mają zapłacić Kasi ponad 1,5 mln zł. Jeśli tego nie zrobią - pójdą siedzieć.
- Odzyskałem wiarę w sprawiedliwość. Teraz będziemy mieć pieniądze na leczenie Kasi. Gdybyśmy je dostali 10 lat temu, to pewnie córka już by się obudziła i powiedziałaby do mnie "tato" - mówił po wyjściu z sądu Jan Kozodój.
Zobacz: Makabryczne znalezisko w Odrze. Wyłowiono ciało mężczyzny