Śledztwo wszczęto w połowie stycznia w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Praga-Południe. Jak wynika z akt sprawy, prywatna uczelnia, w której Mochnaczewski był kanclerzem, zarzuciła mu wyprowadzenie z placówki sprzętu kuchennego wartości ponad pół miliona złotych. Władze uczelni twierdzą, że gdy Mochnaczewski rozstawał się z nimi, zabrał cały sprzęt ze sobą. Chodziło o garnki, noże, miski, patelnie, miksery i sokowirówki. Od początku Mochnaczewski zaprzeczał. A jak ustaliliśmy, 3 lutego zeznawał jako świadek.
- Złożył wyczerpujące zeznania oraz przedstawił dokumentację, która wskazuje na absurdalność tych zarzutów - mówi nam rzecznik prasowy sztabu wyborczego Magdaleny Ogórek Tomasz Kalita (36 l.). Potwierdza nam to praska policja, która prowadzi postępowanie w tej sprawie. - Po zakończeniu przesłuchania pan Mochnaczewski złożył też zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez oskarżające go osoby - ujawnia Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Warszawa Praga-Południe.
Czyli Mochnaczewski zarzutów nie usłyszał, za to odbił piłeczkę i oskarża teraz swojego dawnego wspólnika.
ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail