Minister "Psuja" Szumilas zepsuła dzieciom przedszkola, a dorosłym zabrała pracę

Państwo Donalda Tuska (56 l.) niszczy publiczne przedszkola! Jednym uderzeniem rządowego młotka rozwala coś, co do tej pory funkcjonowało jak szwajcarski zegarek. Dzięki minister edukacji Krystynie Szumilas (57 l.) od 1 września dzieci w przedszkolach straciły dodatkowe zajęcia, np. z języka angielskiego. - To absurd! Skoro ja chcę płacić za angielski w przedszkolu, to czemu się tego zakazuje? - oburza się Alicja Nowakowska (28 l.) z Poznania, mama 5-letniej Agnieszki.

Ministerialne regulacje doprowadziły do tego, że przedszkola musiały zrezygnować z usług firm zewnętrznych, które organizowały na przykład zajęcia z rytmiki czy języka angielskiego. Rodzice są oburzeni, przedszkolaki zdezorientowane, a nauczyciele wołają o pomstę do nieba.

Wszystko przez zapis ustawy, że za każdą dodatkową godzinę opieki nad dzieckiem rodzice nie mogą płacić więcej niż 1 zł. W praktyce wygląda to tak, że z oferty edukacyjnej państwowych placówek znika większość zajęć dodatkowych dla maluchów.

Przeczytaj też: Agent Tomek donosi na minister Szumilas

Dyrektorzy przedszkoli przecierają oczy ze zdumienia. Coś, co robili dla dobra dzieci i rodziców, jest teraz niszczone. Sytuacja jest tym bardziej absurdalna, że jak tłumaczy Ewa Krychała (53 l.), dyrektor Przedszkola nr 8 w Poznaniu, przedszkola nigdy takich opłat nie pobierały. Przedszkole było tylko pośrednikiem, które użyczało firmom zewnętrznym sale i czas w grafiku dzieci, a rodzice, którzy chcieli, żeby ich dzieci brały udział w danych zajęciach, sami rozliczali się z firmami. - Ofertę edukacyjną rozszerzaliśmy zawsze na życzenie rodziców i dla dobra dzieci - tłumaczy dyrektor Krychała.

Cierpią nie tylko dzieci i rodzice, ale i ludzie, którzy dotąd żyli z prowadzenia dodatkowych zajęć w przedszkolach - małe, często rodzinne lub jednoosobowe firmy, tysiące miejsc pracy. Teraz straconych. W takiej sytuacji jest Janusz Patynek (53 l.) z poznańskiej Szkoły Językowej Perfekt. Po zmianach nie może już uczyć w przedszkolu. Dlatego apeluje do MEN o rozsądek: - To rodzice, a nie urzędnicy mają decydować o edukacji własnego dziecka!

Ministerstwo przekonuje, że problemu nie ma, bo przecież można zatrudnić przedszkolanki wykwalifikowane np. do nauczania angielskiego. Co, jak pokazuje praktyka, w większości wypadków nie rozwiązuje problemów. Przedszkola w całym kraju rezygnują z dodatkowych zajęć dla dzieci. Rodzice przedszkolaków są zbulwersowani. - To psucie przedszkoli, które będą teraz tylko przechowalnią - mówi Alicja Nowakowska.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki