MISTYCZKA w Mogilnie. Do Myrny NAZZOUR po uzdrowienie

2012-07-16 11:22

Tysiące osób z całej Polski przyjechało w weekend do Mogilna (woj. kujawsko-pomorskie), by spotkać się z Myrną Nazzour (48 l.). Godziny spędzone z mistyczką pod jednym dachem dla wielu były wyjątkowe, niejeden chory czekał na cud. Z twarzy wszystkich biła nadzieja, a oczy pełne były łez. Stygmatyczka, której objawiła się Matka Boska i która została okrzyknięta uzdrowicielką, bo olej spływający z jej dłoni i z ikony uzdrowił już niejednego chorego, namaszczała i modliła się za wszystkich cierpiących.

- Usłyszałam wezwanie, by głosić dobrą nowinę. Matka Boska powiedziała mi: nie troszcz się o drogę, ja przygotowałam ją dla ciebie - mówiła Myrna, która próbowała opisać, jak wyglądała Maryja, która jej się objawiła.

- Widziałam Maryję w białej szacie, z niebieską narzutą, w ręce miała różaniec. Jej twarz była piękna jak światło - opowiadała mistyczka.

W 1984 roku przydarzyła się Myrnie rzecz niezwykła. W Wielki Czwartek, w dniu, kiedy katolicy i prawosławni wspólnie świętowali zbliżającą się Wielkanoc, o 15 nagle poczuła ból i otwarły się jej rany na rękach, nogach, boku.

- Tego samego dnia, po 4 godzinach, rany zniknęły - wspominała stygmatyczka. Wszystko powtórzyło się jeszcze pięć razy. Myrna twierdzi, że widziała ostatni raz Maryję w Wielką Sobotę 2004 roku.

- Słyszę też głos Jezusa. Ale ten, kto go spotka, nie zadaje dodatkowych pytań. Wtedy człowieka przepełnia miłość - mówiła kobieta, która podkreślała, że przez 30 lat objawień, ekstaz i obserwowania, jak z ikony sączy się cudowny olej, wiele było przypadków uzdrowień.

Na cud liczyły Weronika (14 l.) i jej mama Marzena Jonas, które na spotkanie z Myrną przyjechały aż z Warszawy.

- Długo nie mogłam zajść w ciążę, więc poszłam na pielgrzymkę na Jasną Górę i stał się cud, urodziłam Weronikę - opowiada pani Marzena. Niestety, wyczekana Weronika urodziła się chora.

- Nigdy nie chodziłam, ale teraz wierzę, że w końcu wstanę z wózka, pójdę do sklepu i kupię sobie szpilki - opowiadała wzruszona Weronika. I ją, i setki innych chorych Myrna osobiście namaszczała cudowną oliwą, którą przywiozła ze sobą z Damaszku.

- To nie Myrna leczy, nie oliwa, ale wola Boża i wiara - skromnie tłumaczyła Myrna.

JUŻ W NAJLBIŻSZĄ NIEDZIELĘ O GODZ. 13:00 CZAT Z MYRNĄ - TYLKO NA SE.PL!

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE