Jacek Halman (42 l.), proboszcz parafii w Borowym Młynie, do końca życia zapamięta tę mszę świętą. Jego bogobojni parafianie zebrali się tłumnie w świątyni, kiedy nagle ze skupienia wyrwał ich potępieńczy wrzask. To Stefan B. (52 l.) dostał jakiegoś dziwnego, przerażającego ataku.
Zbezcześcił posąg
Z dzikim błyskiem w oczach i bełkotem na ustach wybiegł przed kościół, gdzie od dawna stała piękna statua Matki Boskiej. - Diabeł! Diabeł! - ryczał ohydnie bezbożnik. Ku przerażeniu ludzi, którzy wybiegli za nim ze świątyni, rzucił się na świętą figurę! Szarpał ją i kopał, wyjąc przy tym tak, że ciarki przechodziły wszystkim po plecach.
- Nie było z nim żadnego kontaktu, cały czas krzyczał o diable, który ukrył się w naszej Maryi - opowiada, żegnając się, ksiądz proboszcz. W końcu mężczyzna opętany przez zło zwalił statuę na ziemię, rozbijając ją na kawałki! To jednak wcale go nie uspokoiło.
- Zaczął krzyczeć, że na parafii też jest diabeł - opowiada ksiądz Halman. Rzucił się więc w kierunku drzwi wejściowych. Ksiądz starał się je zasłonić i wtedy szaleniec ośmielił się podnieść na niego rękę! Wyrwał sztachetę z płotu i gonił z nią duchownego, który schował się na parafii. - Jak w transie tłukł ciężkimi sztachetami w drzwi - opowiada wstrząśnięty proboszcz.
Groza we wsi
Szaleńca musiała uspokoić policja. Od tamtego czasu ukrywa się w swoim domu. A przerażeni parafianie spokojnej dotąd wsi modlą się, by siły nieczyste opuściły ich parafię.