I nie ma się temu co dziwić.
Jeszcze nie dawno zapewniała:
- Stachu naprawdę nie może wyczyniać takich rzeczy, o które oskarżają go te kobiety.
A oskarżały go o zmuszanie do uprawiania seksu i gwałt. Na podstawie ich zeznań łódzka prokuratura postawiła Łyżwińskiemu siedem zarzutów. Były parlamentarzysta nie przyznaje się do winy. Jego adwokat, mecenas Wiesław Żurawski, twierdzi, że z powodu urazu kręgosłupa, który poseł odniósł w latach 80., nie jest zdolny do niektórych czynności seksualnych.
Prokuratura zleciła więc badania aresztowanego byłego parlamentarzysty. Nieoficjalnie wiadomo, że biegły uznał, iż Łyżwiński jest w pełni sprawny seksualnie.
Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy łódzkiej prokuratury, nie chce komentować wyników badań. - Dotyczą zdrowia podejrzanego, dlatego nie możemy ujawniać ich treści - wyjaśnia.
Opinią zdziwiony jest mecenas Wiesław Żurawski.
- Nie widziałem ich jeszcze, więc trudno je komentować - mówi.
- Mój klient zdradził mi jedynie, że badanie polegało głównie na rozmowie z nim. Lekarz też dwukrotnie uniósł mu nogę do góry. Śmiem wątpić, że na tej podstawie można stwierdzić, czy mój klient mógł dopuścić się zarzucanych mu czynów - przekonuje prawnik.
Gdy zadzwoniliśmy do Wandy Łyżwińskiej, nie wiedzieć czemu nie ucieszyła się. Zdenerwowana odmówiła komentarza. Nie dowiemy się więc, dlaczego tak ją denerwuje powrót męża do zdrowia.