o się zdarzyło około 16:00 w Trześni na Podkarpaciu. Godzinę wcześniej mieszkaniec Tarnobrzegu sierżant Krzysztof Węgliński (+37 l.) pobrał broń z miejscowej komendy i ruszył na służbę do komisariatu w Gorzycach. Miał do przejechania niespełna 20 kilometrów po drodze nr 723. W dobrych warunkach to zaledwie kilkanaście minut jazdy. Ale tego dnia pogoda była pod psem. Niebo sypało wodnistymi krupami śniegu, które błyskawicznie przymarzały do jezdni. Trzeba było naprawdę uważać, żeby nie wylecieć z drogi.
Węgliński jechał swoim punto ostrożnie. Był już blisko celu, gdy nagle wyrósł przed nim srebrzysty passat. Jego kierowca usiłował wyprzedzić jakieś auto, ale źle obliczył odległość i poszedł na czołówkę z punto. W tym momencie policjanta dzieliły od śmierci niespełna dwie sekundy.
Skutki zderzenia były straszne. Wysłużone punto zostało roztrzaskane w drobny mak i legło na poboczu drogi. Świadkowie wyciągnęli policjanta ze zmiażdżonego auta i próbowali go reanimować. Nadaremno. Krzysztof Węgliński zmarł na miejscu.
- Osierocił dwie córeczki, które zostały w domu z mamą – mówią jego koledzy, którzy zaraz po tragedii zamieścili w internecie wzruszające pożegnanie. „Oddany funkcjonariusz, wspaniały kolega, pełen radości człowiek, który uśmiechem zarażał każdego” - napisali.
Tymczasem trwa prokuratorskie śledztwo. Już wiadomo, że sprawca tragedii był trzeźwy. - W wypadku wyszedł bez szwanku. Został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Grozi mu do 8 lat więzienia – mówi Beata Jędrzejewska-Wrona, rzeczniczka policji w Tarnobrzegu.