Dochodziła godz. 16. W mieszkaniu roznosił się zapach obiadu, rodzina zasiadała do stołu. Nagle potężna eksplozja wstrząsnęła pomieszczeniem. Wybuchł gaz, rozszalały się płomienie. Poparzeni zostali wszyscy domownicy: Przemek (2 l.) oraz jego siostrzyczka Paulinka (6 l.), ich mama Ewa (32 l.) oraz babcia Maria Janosz (†61 l.). Wszyscy w ciężkim stanie znaleźli się w szpitalach. Tragedia ominęła tylko głowę rodziny – pana Marka, bo w tym czasie pracował za granicą. Kiedy usłyszał, co się wydarzyło, zostawił pracę i natychmiast wrócił do najbliższych.
Przeczytaj koniecznie: Białystok, wybuch cystern z paliwem - YouTube, wideo
– Najgorzej jest z Paulinką, jest w śpiączce i czeka na przeszczep skóry. Trochę lepiej jest z żoną, ale też nie obejdzie się bez przeszczepu. Przemuś jest już ze mną w domu. Rany się powoli goją. Niestety, teściowa, babcia dzieci, nie przeżyła wybuchu. Zmarła w szpitalu – mówi smutno Marek Sroka.
Paulinka zapłaciła najbardziej za przywiązanie do ukochanej babci. Dziewczynka, choć była już na zewnątrz mieszkania, wróciła pomiędzy szalejące płomienie, widząc, że babci nie udało się jeszcze uciec. – Może próbowała ją ratować. Pewnie jej stan byłby lepszy, gdyby nie wróciła – mówi pan Marek.
Patrz też: Dąbrowa Górnicza: Wybuch butli z gazem w bloku na Norwida. Nie żyje jedna osoba
Pan Marek potrzebuje wszelkiej pomocy. Do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, gdzie przebywa jego żona i córka, ma grubo ponad sto kilometrów. Jeździ też na konsultacje z Przemkiem do szpitala w Katowicach, a to spore wydatki. Na dodatek remontu wymaga zniszczone po eksplozji mieszkanie. – Nie wiem, kiedy będę mógł wrócić do pracy. Jeśli ktoś nam może pomóc, bardzo o to proszę – apeluje Marek Sroka.
Wszyscy, którzy chcieliby wspomóc rodzinę Marka Sroki, mogą się z nim kontaktować pod nr. tel. 32 410 64 90.