Przymierali głodem? Chcieli sprawdzić się w nowej sztuce kulinarnej? A może im się nudziło? Wszystkie te okoliczności ma sprawdzić policja. Nie wiadomo ile bobrów stało się przysmakiem i wylądowało na stole dwóch żołnierzy w wieku 48 i 58 lat z jednostki wojskowej w Nowej Dębie (woj. podkarpackie) i jednego cywila w wieku 55 lat. Na trop kłusowników trafili policjanci z Nowej Dęby. Ustalili, że do nielegalnego procederu dochodzi na poligonie wojskowym, gdzie znajdują się również stawy. Właśnie tam znikały w niewyjaśnionych okolicznościach bobry. Policjanci ustalili, że kłusownicy urządzali tam krwawe łowy, a ich ofiarami są objęte ochroną gryzonie. Bobry kończyły jako wędliny i kiełbasy.
Mundurowi weszli na posesję 55-latka, a podczas przeszukania znaleźli broń pneumatyczną o wzmocnionej sile rażenia, profesjonalne sidła, wnyki oraz blisko 400 sztuk amunicji myśliwskiej, wojskowej i sportowej. Miały one należeć do syna 55-latka. Oprócz mężczyzny zatrzymano też dwóch żołnierzy, którzy akurat go odwiedzali.
Wygłodniałe trio usłyszało zarzuty kłusownictwa. Syn 55-latka, właściciel amunicji i przerobionej broni, również nie pozostanie bezkarny. W sprawie trwa szczegółowe śledztwo.