Radni się lenią

2009-02-09 8:00

Radni miejscy nie lubią się przepracowywać podczas sesji rady miasta. Rozsiadają się wygodnie na fotelach i robią wszystko, żeby tylko nie uczestniczyć w obradach. Wysyłają SMS-y, plotkują, a także szukają rozrywki w swoich laptopach. A my im jeszcze za to płacimy do 2,5 tys. złotych miesięcznie.

Już po godzinie trwania sesji radni wychodzą z sali obrad do bufetu, który znajduje się tuż obok. To ich ulubione miejsce. Tam można sobie podjeść kanapkę, napić się kawy i poplotkować. Nikt radnych nie kontroluje, a kiedy rozpoczyna się jakieś głosowanie, na salę wzywa ich gong, gdyby zapomnieli, po co tu przyszli.

Kiedy siedzą na sali, też potrafią sobie urozmaicić czas między nudnymi uchwałami. Od niedawna regułą jest, że każdy z radnych ma ze sobą podczas sesji laptopa z dostępem do Internetu. Część z urządzeń jest służbowa. Ale radni rzadko wykorzystują przenośne komputery do celów służbowych, raczej załatwiają swoje prywatne sprawy. Pokazują sobie filmiki na You Tubie, wchodzą na portal społecznościowy "Nasza Klasa" czy sprawdzają, ile im zostało pieniędzy na koncie. Ale przebiła ich wszystkich radna Małgorzata Kobus (46 l.) z klubu PiS, która na ostatniej sesji rady miasta w najlepsze oglądała sobie zdjęcia z wyprawy do Grecji! Widocznie śmiertelnie się nudziła. Szkoda tylko, że podatnicy jej za to jeszcze płacą, ponad 2 tysiące złotych miesięcznie. To skandal!

Ale nie tylko ona zabijała czas na sesji. Adam Cieciura (32 l.), sekretarz klubu Lewica, bez skrępowania rozmawiał sobie przez telefon w trakcie obrad. Widocznie miał do załatwienia ważniejsze sprawy niż rada. Z kolei Adam Kwiatkowski (37 l.) z PiS wysyłał SMS-y. Jolanta Gruszka (37 l.) z PO w trakcie sesji konsumowała w najlepsze ciastko i kawę.

Wniosek jest taki, że stołeczni radni czują się w pracy jak na wakacjach. Szkoda tylko, że my - podatnicy, im te kosztowne wakacje opłacamy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki