Elżbieta Wesołek i jej mąż Władysław ze wsi Wilcze Piętki koło Rawy Mazowieckiej są małżeństwem od blisko 40 lat. - I od samego początku z tym moim starym są same kłopoty - żali się pani Elżbieta. - Skaranie boskie z takim człowiekiem. Urządza awantury z byle powodu - mówi żona.
Pan Władysław nie ukrywa, że jest kłótliwy, ale natychmiast dodaje, że biegnie później z przeprosinami do żoneczki, jak nazywa panią Elę. Tymczasem kobieta na przyjęcie przeprosin zwykle potrzebuje czasu. - On myśli, że przyjdzie do mnie, powie "przepraszam" i już jest po sprawie. A ja przecież delikatna jestem i noszę zadrę w sercu długo - mówi kobieta.
Ostatnim razem poszło o wizytę przyjaciółki pani Elżbiety w domu państwa Wesołków. - Zaczął robić jakieś głupie uwagi - denerwuje się kobieta. - Tak mnie zdenerwował, że na parę tygodni wyniosłam się z domu.
Kiedy kilka dni temu pani Elżbieta wróciła do domu, potrzebowała samotności. Nie chciała nawet widzieć męża. - Mówiłam mu, żeby zostawił mnie w spokoju. A on na to, że "chce popatrzeć na swoją ukochaną żoneczkę" - relacjonuje pani domu.
- Chciałem ją tylko przeprosić, a ona mnie ignorowała - mówi mąż. W końcu zdesperowany postanowił inaczej zwrócić na siebie uwagę. Kiedy pani Elżbieta wsiadła na traktor i pojechała opryskiwać drzewka owocowe do sadu, rzucił się pod pojazd. Żona wyhamowała w ostatniej chwili. Jedno z kół zawadziło o mężczyznę. Jest mocno poobijany, ale szczęśliwy, bo kobieta mu wybaczyła!