31-latek miał romansować z siostrą swej żony od kilku miesięcy. Aby mogli się potajemnie spotykać, mężczyzna wynajął dla 26-letniej Jolanty Ś. mieszkanie w Dębicy. Romans dwójki kochanków skomplikowała jednak ciąża, o której kobieta postanowiła powiedzieć swej matce. Nie wyjawiła jednak, kto jest ojcem i uznała, że zerwie kontakt z rodziną. Najpierw wysyłała krótkie SMS-y, potem całkowicie przestała odzywać się do rodziców i zniknęła. Ostatnią wiadomość wysłała w maju. W sierpniu z telefonu kobiety wysłano kolejnego SMS-a do rodziców, jak się później okazało, autorem wiadomości był kochanek kobiety. Podszywając się pod Jolantę Ś., napisał, że 25-latka sprzedała dziecko i wyjechała za granicę. W toku śledztwa ustalono, że szwagierka Grzegorza G. już wtedy nie żyła.
Przez cały czas mężczyzna pozostawał na celowniku policji, aż w końcu ostatecznie przykuł ich uwagę, gdy jego żona zgłosiła jego zaginięcie. Śledczy połączyli to z faktem, że kilka dni wcześniej szef firmy, w której pracował mężczyzna, zgłosił kradzież sprzętu wartego prawie pół miliona złotych. Mężczyzna został schwytany w wyniku zastawionej na niego pułapki.
Prokuratura postawiła już jeden zarzut mężczyźnie - kradzieży mienia o znacznej wartości. Jeszcze do końca tygodnia śledczy prawdopodobnie postawią mu kolejny zarzut - zabójstwa. Wciąż jednak nie wiadomo, że 31-latek będzie odpowiadał za śmierć 25-letniej kobiety oraz jej nienarodzonego dziecka.
- Jak wynika ze złożonych przez niego wyjaśnień, doszło między nimi do kłótni i kobieta spadła z nasypu przy autostradzie. Grzegorz G. przyznał, że nie sprowadził do rannej pomocy, a po jej śmierci zdecydował się ukryć jej zwłoki - powiedział rzecznik prasowy podkarpackiej komendy. Jednak zdaniem śledczych, te zeznania stoją w sprzeczności ze wstępnym raportem, który powstał po oględzinach zwłok. Rany na ciele kobiety wskazują, że padła ona ofiarą morderstwa.
Zobacz też: Mord na ciężarnej 25-latce. Żonaty kochanek wskazał miejsce, gdzie zakopał ciało