Do aresztu zgłosił się ostatni z zomowców, którzy mieli zacząć odsiadywanie wyroków za udział w krwawej pacyfikacji kopalni "Wujek". Na wolności jest jeszcze trzech byłych milicjantów, którzy twierdzą, że stan zdrowia nie pozwala im na przebywanie w więzieniu.
Najbardziej ze zgłoszeniem się do zakładu karnego zwlekał Grzgorz Berdyn. - Mężczyzna zgłosił się do obycia kary z jednodniowym opóźnieniem. Miał się zgłosić w poniedziałek, ale do aresztu śledczego w Katowicach dotarł dopiero we wtorek. To jednak nie powoduje żadnych konsekwencji, bo na stawienie się do odbycia kary skazany ma trzy dni czasu. Dopiero po tym terminie sąd zarządza przymusowe doprowadzenie skazanego - wyjaśnia major Luiza Sałapa, rzecznik służby więziennej.
Wcześniej za kraty trafiło ośmiu innych skazanych członków plutonu specjalnego ZOMO. W sprawie trzech pozostających na wolności milicjantów sąd czeka na opinię o ich stanie zdrowia, którą mają sporządzić biegli lekarze.
Dowódca specjalnego plutonu ZOMO, Romuald Cieślak, jest za kratkami już od maja ubiegłego roku. Jeden z 14 skazanych, Edward Ratajczyk, zmarł w mieszkaniu w Sosnowcu na dzień przed terminem stawienia się w więzieniu.