To dzięki nim mieliśmy się dowiedzieć, dlaczego piloci lądowali w tak fatalnych warunkach i czy ktoś wywierał na nich presję. Dlaczego w kokpicie pojawił się gen. Andrzej Błasik (48 l.) i czy przypadkiem - jak sugerowała rosyjska prasa - to nie on w ostatniej fazie lotu siedział ze sterami samolotu. To wreszcie zapisy czarnych skrzynek miały dać odpór wielu spiskowym teoriom, które powstały wokół tego tragicznego wypadku. Z zamachem włącznie. Niestety, wiele z tych kwestii nadal pozostaje bez odpowiedzi. Mało tego - po lekturze stenogramów pojawiają się nowe, być może kluczowe dla całej sprawy pytania. Czy kiedykolwiek poznamy na nie odpowiedź?
Co wiemy po lekturze zapisów czarnych skrzynek? A czego nie wiemy?
Wszystko wskazuje na to (tak przynajmniej twierdzą eksperci), że samolot był sprawny, prawidłowo pracowały wysokościomierz i TAWS (specjalny system komputerowy, który ostrzega pilotów). Także załoga niemal do ostatnich sekund panowała nad lotem i świadomie podchodziła do lądowania. Piloci od początku mieli też świadomość, że przyjdzie im "siadać" w niezwykle trudnych warunkach.
Coś tam widać...
Już o godz. 8.04 w kokpicie rozlega się niezidentyfikowany głos: "To będzie makabra będzie. Nic nie będzie widać". Mimo to piloci nie podejrzewają najgorszego. Przeciwnie, są w dobrym humorze, żartują. Liczą, że mgła opadnie. Kilka minut później, o godzinie 8.11, drugi pilot Robert Grzywna mówi: "Nie, no ziemię widać... Coś tam widać... Może nie będzie tragedii". Tymczasem po sześciu minutach Arkadiusz Protasiuk stwierdza: "Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy".
"A jeśli nie wylądujemy, to co?" - pyta nieokreślony rozmówca. "Odejdziemy" - odpowiada pilot. O 8.25 załoga tupolewa nawiązuje łączność z pilotami z jaka-40, który ponad godzinę wcześniej z polskimi dziennikarzami na pokładzie wylądował w Smoleńsku. "Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc, to pi... da tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów grubo".
"Dziękuję. ( ) spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg" - odpowiada dowódca załogi. Piloci z jaka nie ukrywają, że wylądowali w ostatniej chwili. Sugerują jednak podejście do lądowania, a w razie niepowodzenia - odejście na lotnisko do Moskwy.
Co w kabinie robił Kazana?
Najprawdopodobniej w tym samym czasie albo chwilę później w kabinie pojawia się Mariusz Kazana, szef protokołu dyplomatycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W jakim celu przyszedł do pilotów? Kto go tam wysłał? Prezydent Kaczyński? Czy dostał sygnał, że załoga może nie wylądować w Smoleńsku, tylko odlecieć na lotnisko zapasowe? Jeśli tak - to od kogo? Czy jego obecność w kabinie była zgodna z procedurami? Wiadomo na pewno, że o 8.26 dowódca załogi informuje go: "Panie dyrektorze, wyszła mgła. W tej chwili, w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie".
Na uwagi pilota Kazana odpowiedział: "No to mamy problem".
"Możemy pół godziny powisieć i odlecieć na zapasowe" - odpowiada Protasiuk. Dlaczego w takim razie zdecydował się na podejście do lądowania?
W każdym razie cztery minuty później na rejestratorze znowu pojawia się głos dyrektora Kazany. "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić" - mówi załodze. Czy to oznacza, że rozmawiał z Lechem Kaczyńskim? I czy poinformował prezydenta o tym, że piloci nie chcą lądować? I wreszcie czy to Kaczyński miał podejmować decyzję o lądowaniu samolotu?
Co mówił do pilotów generał Błasik?
Potem w kabinie pojawia się sporo niezrozumiałych i niezidentyfikowanych głosów. Jednocześnie drugi pilot otrzymuje informację, że rosyjski ił nie dał rady wylądować w Smoleńsku. Mimo to o 8.32 kpt. Protasiuk mówi: "Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia odchodzimy w automacie". Rozpoczyna się standardowa procedura - zostaje opuszczone podwozie, włączone reflektory. Pięć minut później załoga jaka-40 informuje tupolewa o pogarszającej się widoczności - do 200 metrów. Dlaczego mimo to Pratasiuk nie reaguje, skoro przy dwa razy lepszej widoczności mówił, że nie wyląduje? Co w tym czasie wydarzyło się w kabinie pilotów?
Wiadomo, że o 8.39, czyli dwie minuty przed katastrofą w kabinie rozlega się głos generała Andrzeja Błasika. Kiedy dokładnie się tam pojawił? I w jakim celu? Minutę później zaczyna się najgorsze. System TAWS po raz pierwszy sygnalizuje "TERRAIN AHEAD" - czyli ziemia przed tobą. Mimo to samolot schodzi niżej. Pół minuty później TAWS znowu wyje. I od tego momentu w zasadzie już nie milknie - aż do uderzenia maszyny w ziemię. Samolot schodzi jednak niżej. Dlaczego? Według ekspertów, piloci mają świadomość, na jakiej znajdują się wysokości. Czy w takim razie nie panują już nad maszyną? O 8.40 (i pięćdziesiąt sekund) drugi pilot krzyczy: "Odchodzimy!". Mimo to samolot dalej traci wysokość. O 8.41, czyli na kilka sekund przed katastrofą, słychać uderzenie maszyny w drzewa. Zaraz potem dramatyczny krzyk drugiego pilota: "K.... mać!".