Ta potworna tragedia wydarzyła się w piątek wieczorem. Wystarczyła chwila nieuwagi Marzeny B. - mamy Antka i Jasia. Kobieta poszła do łazienki, bawiące się dzieci zostawiła w pokoju. Czy zostawiła też w pokoju otwarte okno?
- Tego jeszcze nie wiemy. Być może Jaś i Antek wdrapali się na parapet i sami zaczęli manipulować przy klamce. Pewne jest, że wypadli razem z moskitierą, która była rozpięta w oknie - relacjonuje aspirant sztabowy Wojciech Adamczyk z Komendy Powiatowej Policji w Wolsztynie.
Chłopcy spadli na bruk pod budynkiem, tuż obok zaparkowanego samochodu. Antek miał nieprawdopodobne szczęście - spadł na swojego brata i to najprawdopodobniej uratowało mu życie. Janek, który jako pierwszy uderzył o ziemię, nie przeżył.
– Usłyszeliśmy huk, a gdy zobaczyliśmy co się stało, jeden z chłopców leżał, a drugi cały zakrwawiony siedział obok niego – opowiada Krystian, sąsiad Marzeny B. To on natychmiast zadzwonił na policję, a jego krewni reanimowali malca, który był nieprzytomny. – Widzieliśmy, jak zaciąga się dwa razy powietrzem i odpływa – dodaje młody mężczyzna.
W tym czasie inni sąsiedzi pobiegli po matkę chłopców. Ona wciąż była w łazience i nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co wydarzyło się kilka minut wcześniej. Doznała szoku, gdy się dowiedziała. - Sprawdziliśmy, była trzeźwa – dodaje aspirant Adamczyk.
Chłopiec, który przeżył jest teraz z mamą pod czujnym okiem lekarzy z Poznania.
- Jest przytomny. Ma złamania kończyn górnych i dolnych, a także wielonarządowy uraz wewnętrzny. Nie ma obrażeń głowy. Zostaje na dalszej diagnostyce i leczeniu na naszym oddziale chirurgicznym - mówi Urszula Łaszyńska, rzeczniczka szpitala, w którym przebywa chłopiec.