Zdruzgotany utratą najważniejszej osoby w swoim życiu, Adam S. nie widział dla siebie miejsca w rodzinnej wiosce. Feralnego dnia poszedł na grób mamy. Modlił się żarliwie nad mogiłą i wspominał z rozrzewnieniem wspólne chwile. Wreszcie uznał, że dłużej tej rozłąki nie zniesie.
Wrócił do domu po łopatę, następnie podważył płytę rodzinnego grobowca i w pocie czoła, w palącym słońcu kopał, aż uznał, że jego ciało zmieści się obok mamy. Pozostawił w dole łopatę i poszedł na ruchliwą drogę Siedlce - Sokołów Podlaski.
Tam czekał cierpliwie na poboczu, aż nadjedzie wystarczająco duży samochód. Kiedy wreszcie w oddali zobaczył zbliżającego się szybko zielonego tira, podjął decyzję. Rzucił się prosto pod koła rozpędzonego giganta.
Ze straszliwą siłą odbił się od zderzaka i poleciał kilkanaście metrów dalej. Miał liczne złamania, krwotoki wewnętrzne, połamane kości twarzoczaszki i uraz mózgu. Nie miał prawa tego przeżyć.
Ktoś powie, że los okazał się dla niego łaskawy. Ktoś inny powie, że był okrutny. Dość powiedzieć, że Adamowi nie dane było umrzeć wtedy, na tamtym poboczu.
Trafił na ostry dyżur do szpitala. Czy dołączy do ukochanej mamy? A może lekarzom uda się wygrać walkę o jego życie? Tylko czy zdruzgotany mężczyzna będzie w stanie jakoś je po tym wszystkim ułożyć? Czas pokaże...
Tymczasem sprawę bada policja. - Łączymy rozkopanie grobu na cmentarzu z próbą samobójczą Adama S. - mówi asp. sztab. Sławomir Tomaszewski.
Zobacz: Piękna nauczycielka miała romans z 13-latkiem. Uprawiali seks niemal codziennie [ZDJĘCIA]