Gdy wyjeżdżał na trudną misję w Afganistanie, był przekonany, że zarobione tam pieniądze ułatwią mu spłacenie kredytu na mieszkanie. Dla młodego, szaleńczo zakochanego małżonka to było bardzo ważne. Niestety, wyjazd skończył się straszliwym dramatem, oskarżeniami najcięższymi z możliwych - o zbrodnię wojenną.
Służba to zaszczyt
Starszy szeregowy Jacek J. już po pierwszych miesiącach zasadniczej służby wojskowej w słynnym 18. Batalionie Desantowo-Szturmowym w Bielsku-Białej wiedział, co dalej chce w życiu robić. Nie miał więc żadnych wątpliwości, gdy po zakończeniu służby zasadniczej zaproponowano mu pozostanie w wojsku.
- Służba w czerwonych beretach to zaszczyt. To elita wojska. Wiem coś o tym, bo sam byłem komandosem - mówi Jan Kurnik (53 l.), teść Jacka. - Ten chłopak dosłownie zakochał się w wojsku - dodaje mężczyzna.
Dopiero później przyszła jego druga miłość - do pięknej kobiety. Dwa lata temu, już jako doświadczony żołnierz, Jacek poznał córkę Kurnika. Joanna wpadła mu w oko w... jednostce wojskowej. Śliczna dziewczyna przyszła kiedyś do niej razem ze swoim tatą. I tak się zaczęło. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia.
- Córka wiedziała, na co się decyduje, bo przecież ja też byłem zawodowym żołnierzem - mówi pan Jan. - Wiedziała, co ją czeka. Miesiące rozłąki, życie na rozkaz. Ale zięć miał wielkie serce. Przed wyjazdem do Afganistanu przygarnął bezdomną kotkę - opowiada teść.
Kto tam? Żandarmeria!
Na misję do Afganistanu Jacek zdecydował się z praktycznych powodów. Miał doświadczenie. Wcześniej przebywał z kontyngentem w Iraku. I miał życiowe potrzeby. Wziął kredyt na kupno mieszkania, ale zabrakło pieniędzy na remont. Potrzebował ich. Już następnego dnia po powrocie z Afganistanu zabrał się za remont. Przywiózł płyty gipsowe, kupił telewizor...
- Przez myśl mu nie przeszło, że za chwilę wpadnie żandarmeria i wywlecze go w kajdankach jako bezlitosnego zabójcę - opowiada poruszony teść komandosa. - Całe ich życie, jego i mojej córki, w jednej chwili legło w gruzach - dodaje.
Jacek (podobnie jak 6 jego kolegów z plutonu) decyzją sądu został osadzony w areszcie tymczasowym na trzy miesiące. Za zabójstwo ludności cywilnej grozi mu dożywocie. A za kilka miesięcy planował ślub kościelny. Do rodziny rozesłał już nawet zaproszenia...
- Jacek mówił prawdę. Widziałam się z nim i wierzę mu. Nie jest jeszcze stracony. Trzeba mu tylko znaleźć dobrego adwokata - mówi żona Jacka J., Joanna (25 l.).
- Żołnierz ma jedno prawo. Wiedzieć, że jest dobrze dowodzony. Dla mnie oczywiste jest, że cały ten pluton bez rozkazu i konkretnego powodu nie mógł samodzielnie wyjechać z bazy - przekonuje teść Jacka. I tak jak cała rodzina nie wierzy, że ten młody chłopak jest wyrachowanym, bezwzględnym zabójcą kobiet, dzieci i bezbronnych mężczyzn.
Musiało się zdarzyć coś wyjątkowego
Rozmowa z doc. dr. Stanisławem Ilnickim, kierownikiem Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego
- Żołnierze oskarżeni o masakrę cywilów wcześniej wykonywali niezwykle ciężkie zadania. Życie tych ludzi było zagrożone. Widzieli makabryczne sceny. Czy to mogło zrobić z nich przestępców?
- O przestępstwie orzeka sąd, natomiast psychiatria wojskowa zna termin występnych zachowań powodowanych przez stres bojowy. Nie można tego mylić z zachowaniami kryminalnymi wynikającymi z patologii w oddziale. Czasem zdarza się, że skumulowane napięcie i gniew, np. po śmierci kolegi, znajdują wyładowanie w formach takiej agresji.
- Czy może się to zdarzyć w kilkuosobowej grupie?
- Przede wszystkim w grupie. O ile w przypadku pojedynczego żołnierza można podejrzewać jakąś chorobę psychiczną, o tyle w grupie pojawia się coś, co psychologia wojskowa nazywa grupowym myśleniem. Jeśli grupa jest zmęczona, to wystarczy jeden sygnał, aby ten zgrany zespół zmienił się w chaotycznie działającą maszynę. To nawet nie musi być rozkaz, wystarczy poczucie zagrożenia lub błędne odczytanie jakiegoś sygnału.
- Ci żołnierze byli w wielu niebezpiecznych sytuacjach...
- To potwierdza, że musiało zdarzyć się coś wyjątkowego. To nie była przecież banda kiboli szukających zwady, ale doświadczeni żołnierze. Trzeba odpowiedzieć na pytanie, co takiego się stało, że w tym przypadku zawiodły mechanizmy samokontroli.
Dowódca żąda wyjaśnień od prokuratora
Były już szef MON Aleksander Szczygło chce, aby Sejmowa Komisja Obrony zapoznała się z materiałami prokuratury na temat przestępstw zarzucanych aresztowanym spadochroniarzom. Może to się odbyć w najbliższych dniach na zamkniętym posiedzeniu komisji w poznańskiej prokuraturze wojskowej.
Tymczasem dowódca wojsk lądowych, generał Waldemar Skrzypczak, zażądał w piątek od naczelnego prokuratora wojskowego wyjaśnienia, dlaczego siedmiu żołnierzy podejrzanych o przestępstwa w Afganistanie potraktowano jak zwykłych bandytów, zapominając o zasadzie domniemania niewinności. Aresztowanym kolegom chcą pomóc spadochroniarze z 6. Brygady Desantowo-Szturmowej. Trwają prace nad powołaniem fundacji, która będzie zbierała pieniądze na adwokatów i pomoc rodzinom żołnierzy podejrzanych o dokonanie zbrodni wojennej.