Zajezdnia przy Stalowej. Tutaj przy samej ulicy w równiutkich rzędach stoją ikarusy, które lata swojej świetności mają już za sobą. Dlatego już nie wożą pasażerów. Ale nie tylko te autobusy nie kursują. Kilkanaście metrów dalej, ukryte przed wzrokiem wścibskich przechodniów, zaparkowane są nowiutkie niskopodłogowe MAN-y.
Kursują tylko w szczycie
Adam Stawicki (32 l.), rzecznik Miejskich Zakładów Autobusowych, zapewnia, że nowe autobusy czekają w zajezdniach, by na trasy wyjechać w godzinach szczytu. - Kursują wtedy na najbardziej uczęszczanych trasach - przekonuje. - Poza tym każdy wóz musi przejść okresowe badania techniczne, czasami też jest naprawiany. Tylko w takich przypadkach niskopodłogowe autobusy zatrzymujemy w zajezdniach - tłumaczy swoją firmę rzecznik. Natomiast Zarząd Transportu Miejskiego wymaga, aby poza szczytem linie obsługiwane były tylko przez nowe pojazdy. - Niestety, to przewoźnicy decydują, jakie wozy wyjadą na trasy - mówi Michał Dąbrowski (29 l.) z ZTM.
Jeździmy złomem
Elżbieta Ziółkowska (60 l.) codziennie pomaga swojej niepełnosprawnej córce Joannie (23 l.) dotrzeć z Bródna na uniwersytet. - Nawet poza godzinami szczytu nadal jeżdżą stare zdezelowane ikarusy - denerwuje się kobieta. - Nie ma możliwości, żeby bez pomocy wsiadł do nich ktoś na wózku inwalidzkim. Dlaczego zamiast nowych wozów jeżdżą stare? - pyta zdenerwowana.
Również młoda mama, Agnieszka Różycka (31 l.), ma kłopot z poruszaniem się autobusami po Warszawie. - Bez pomocy innych pasażerów niemożliwe jest, by wsiąść z dwójką małych dzieci do autobusu starego typu - mówi. - Przecież władze miasta zapowiadały, że w stolicy będą same nowoczesne autobusy. Tymczasem nadal musimy jeździć wiekowymi ikarusami. A z dnia na dzień jest coraz gorzej - dodaje.
MZA kupuje coraz więcej nowych autobusów, ale powinny one wyjeżdżać w trasę, a nie stać w zajezdniach i czekać na godziny szczytu. To ikarusy powinny wyjeżdżać jako dodatkowe, wspomagające autobusy.