Żłobek w Piastowie po raz drugi zgubił dziecko. Szokująca relacja mamy: "Dyrektorka o wszystkim wiedziała"

2026-06-11 15:09

To już drugi raz, gdy w żłobku w Piastowie dziecko zniknęło spod opieki personelu i samopas błąkało się po mieście. Tuż obok jest stacja kolejowa, tory, targowisko, jeżdżą samochody - o krok od tragedii. Pani Inna, mama Dawida, powiedziała se.pl, że o sprawie dowiedziała się z... plotek. Według niej, dyrekcja o wszystkim wiedziała, jednak zataiła informacje przed rodzicami. Jak doszło do tego skandalicznego incydentu? Dowiedz się więcej.

  • Wstrząsająca historia ze żłobka w Piastowie: mały chłopiec błąkał się po mieście, podczas gdy personel nie zauważył jego zniknięcia.
  • Matka dziecka ujawnia, że dyrekcja placówki od początku wiedziała o incydencie, lecz zataiła go przed rodzicami. 
  • To już drugi taki przypadek w tym żłobku. Dowiedz się, jakie działania podejmą władze miasta.

Dziecko zniknęło ze żłobka i błąkało się po mieście

9 czerwca z prywatnego żłobka w Piastowie zniknęło dziecko. 2-letni Dawidek został znaleziony na targowisku przez przypadkową kobietę. To ona doprowadziła go do placówki. Opiekunki miały twierdzić, że nie brakuje im żadnego dziecka. Dopiero po chwili dotarło do nich, że faktycznie zgubiły malucha. 

Mama: Dyrektorka o wszystkim wiedziała

Mama Dawidka dowiedziała się o incydencie drogą pantoflową. Gdy sytuacja wyszła na jaw, kobieta spotkała się z opiekunkami i dyrekcją. Opowiedziała se.pl, w jaki sposób wytłumaczono jej przyczynę zniknięcia syna spod opieki dorosłych.

Jak dowiedziała się pani o zdarzeniu?

Dowiedziałam się rano od koleżanki. Powiedziała mi, że chodzą takie słuchy, że w jakimś żłobku czy przedszkolu wydarzyła się taka sytuacja. Później okazało się, że jedna z mam spotkała mojego Dawida. Zaczęłam od razu pisać na grupie rodziców na Messengerze i pytać, czy ktoś coś wie. Myślałam, że może któraś mama już wie, że chodzi o jej dziecko. Nikt nic nie wiedział.

Zadzwoniłam więc do pani dyrektor i powiedziałam, że chcę zobaczyć nagrania z monitoringu. Pani dyrektor od razu zapytała, o jaki incydent chodzi i w jakich godzinach. Powiedziałam, że chodzi o wtorek, bo kiedy odbierałam Dawida, widziałam, że coś się dzieje - jedna pani była zapłakana, druga bardzo zdenerwowana. Od razu pomyślałam, że to musiało wydarzyć się właśnie wtedy.

Poprosiłam o nagrania z wtorkowego popołudnia i ze środy do godziny 13. Pani dyrektor powiedziała, że przejrzy monitoring i oddzwoni do mnie w sprawie spotkania.

Kiedy dowiedziała się pani, że chodziło o Dawida?

Jeszcze tego samego popołudnia napisała do mnie mama jednego z chłopców. Powiedziała, że to jednak mój syn, bo dzieci zaczęły o tym rozmawiać w grupie, a rodzice dopytywać. Wtedy dowiedziałam się, że to Dawid wyszedł ze żłobka. Od razu zadzwoniłam do pani dyrektor i zapytałam, dlaczego do mnie nie dzwoni oraz dlaczego nic mi nie powiedziała. Usłyszałam: „A co mam pani powiedzieć?”.

Odpowiedziałam: „To mam przyjść z policją czy jak?”. Wtedy powiedziała, że później odpisze mi, na którą godzinę możemy się spotkać. Wieczorem napisała, że następnego dnia, w środę o godzinie 18, spotkamy się z opiekunką i obejrzymy monitoring.

Co zobaczyła pani na nagraniu?

Na nagraniu było widać, że jedna grupa weszła do sali około godziny 10:58. Jedna z opiekunek przygotowywała dzieciom ubrania. Druga została jeszcze chwilę na placu zabaw z kilkorgiem dzieci. Wśród nich był Dawid.

Później ta opiekunka weszła z dziećmi do środka, do łazienki, żeby umyły ręce. W tym czasie druga opiekunka zaczęła sprawdzać obecność dzieci. Zapytała o Dawida, a tamta odpowiedziała, że jest. Tak naprawdę nie zauważyła, czy jest, czy go nie ma. Panie zaczęły przygotowywać obiad, rozdawać zupę i zajmować się dziećmi. To było około godziny 11.

Na nagraniu widać, że Dawid kręci się przy drzwiach. Podszedł do nich, chwilę postał, odszedł i po chwili bardzo szybko wrócił. Potem wyszedł z budynku żłobka i poszedł w stronę ulicy. Stało się to około godziny 11:18 lub 11:19.

Jak długo Dawid był poza placówką?

Wrócił około godziny 11:28 lub 11:29, czyli był poza żłobkiem około 10 minut, ale łącznie nie było go pod opieką około pół godziny. Wyszedł na ulicę, szedł chodnikiem, przeszedł przez ulicę. Obok jest kwiaciarnia. Stał tam przy krzakach i płakał. Jedna z pań z wózkiem podeszła do niego. Weszła do kwiaciarni i zapytała, czy ktoś zna to dziecko. Jedna kobieta poszła do żłobka, a druga została przy Dawidzie i zapytała go, czy chodzi do tego żłobka. Powiedział, że tak.

Ta pani, która poszła do żłobka, wróciła z pracownicą. Powiedziała, że dziecko ma na imię Dawid. Wszyscy już wiedzieli, że chodzi właśnie o niego.

Jak podczas spotkania zachowywała się dyrekcja?

Pani dyrektor mnie przeprosiła. Zaproponowano mi przeniesienie dziecka do innej placówki należącej do nich. Miałabym płacić tylko za wyżywienie. Opiekunka sugerowała też jakieś wsparcie finansowe, byle sprawa nie trafiła na policję czy do prokuratury. Nie zgodziłam się na nic takiego.

Czy zgłosiła pani sprawę policji?

Tak. Wieczorem próbowałam zgłosić sprawę, ale policja nie chciała przyjąć zgłoszenia. Następnego dnia rano zadzwoniła do mnie policjantka i powiedziała, żebym przyszła o godzinie 10. Wtedy zgłoszenie zostało przyjęte. Z mężem odwiedziliśmy komisariat i wszystko opowiedzieliśmy.

Jak pani zareagowała na nagranie?

Po obejrzeniu monitoringu byłam w szoku. Nie mogłam następnego dnia pójść do pracy. Bardzo to przeżyłam. W nocy budziłam się, miałam koszmary. Ciągle wracają do mnie myśli o tym, co mogło się wydarzyć. Dopiero teraz naprawdę do mnie dociera, że mogło dojść do tragedii.

Kiedy oddałam Dawida do żłobka miałam trudny okres, bo starszy syn dostał diagnozę autyzmu. Chciałam wrócić do pracy i wierzyłam, że oddaję młodszego syna w dobre ręce. Dobrze, że nic mu się nie stało, ale cały czas myślę o tym, co mogło się wydarzyć.

Jak zareagował Dawid?

Zaczął wpadać w histerię, kiedy wychodzę z domu. Od razu płacze i krzyczy. Wcześniej też płakał przy rozstaniu, ale teraz wygląda to inaczej. Mam wrażenie, że boi się zostać sam. To było dla niego bardzo trudne przeżycie.

Czego oczekuje pani po tej sprawie?

Chciałabym, żeby tę placówkę zamknęli. Nadal nie wiem, gdzie był problem - czy po stronie dyrekcji, czy opiekunki. Może jest za mało personelu. Może trzeba zatrudnić więcej osób. Może trzeba lepiej zabezpieczyć teren. Żłobek znajduje się przy drodze i przy torach. Nie ma odpowiednich zabezpieczeń. To nie był pierwszy taki przypadek. W zeszłym roku też wyszło stamtąd dziecko. Z tego, co wiem, sprawa nadal jest w sądzie.

Co wie pani o opiekunce?

Z tego, co usłyszałam, sama chce odejść z pracy. Mówiła, że ma swoje problemy. Szkoda mi jej jako człowieka, ale ktoś musi ponieść odpowiedzialność. Gdyby wydarzyło się coś gorszego, konsekwencje byłyby tragiczne. Gdybym została poinformowana od razu tego samego dnia, być może nie przeżywałabym tego aż tak bardzo. Najgorsze jest to, że nikt mnie nie zawiadomił. Do dziś nie wiem, kiedy właściwie zamierzali mnie poinformować.

Uważam, że ten żłobek nie powinien dalej działać w obecnej formie. Już wcześniej były tam niepokojące sytuacje. Kiedy odchodziła jedna z opiekunek, rodzicom pokazano nagrania z sali. Na jednym z nich widziałam, jak opiekunka szarpie mojego syna za rękę. Dzieci bawiły się chustą animacyjną, a Dawid nie chciał brać udziału w zabawie. Uciekał, a ona podnosiła go za jedną rękę. Kiedy to zobaczyłam, zapytałam, dlaczego zmusza się dzieci do czegoś, czego nie chcą robić. Było też wiele różnych upadków i sytuacji, które moim zdaniem nie powinny się zdarzać.

3-latek zmarł w żłobku. Prokuratura wyjaśnia co się stało

Tak tłumaczy się dyrekcja

Dyrektorka żłobka przyznaje, że pracownice zareagowały zbyt późno, ale "nie ma rentgena, by tych ludzi prześwietlać, gdy ich zatrudnia". 

- Pracownik zaniedbał procedury podczas powrotu z placu zabaw do żłobka mimo zabezpieczeń, standardów i wszelkich procedur, które powinny być przestrzegane przez pracowników i o których nieustannie przypominamy. Pani, która nie dopilnowała dziecka, została przyjęta do pracy w ciągu ostatnich 8 miesięcy. Będziemy wyjaśniać sprawę z rodzicami i odpowiednimi władzami nadzorującymi. 10 czerwca wysłaliśmy wiadomość wyjaśniającą do rodziców. Nie wiemy, co będzie dalej, być może zamkniemy ten żłobek, bo wiele osób tego pragnie - powiedziała w rozmowie z Przeglądem Regionalnym szefowa placówki. Części winy dopatruje się w tym, że żłobek nie jest w żaden sposób odgrodzony od ulicy.

Próbowaliśmy skontaktować się z placówką, jednak do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

To kolejny groźny incydent

Zaledwie rok wcześniej w tym samym żłobku miała miejsce identyczna sytuacja. Wtedy zaginął syn pani Lilii. 2-latek sam otworzył drzwi wejściowe i opuścił przedszkole - donosił Fakt. Wtedy opiekunki miały zrzucać winę na nadpobudliwość dziecka. - Jeśli do takich sytuacji będzie dochodzić w przyszłości, to kiedyś wydarzy się tragedia - komentowała w mediach wzburzona mama.

Władze Piastowa zapowiadają kontrolę

Do sprawy włączyli się lokalni radni. - Komórki urzędu miejskiego odpowiedzialne za oświatę już działają w tej sprawie. Przed najbliższą sesją rady miejskiej poproszę urząd lub komisję oświaty o podsumowanie działań kontrolnych i innych kroków, jakie ewentualnie zostały podjęte - przekazał Mirek Ganiec, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Piastowie.

- Miasto Piastów podjęło działania, by jak najszybciej wyjaśnić tę sytuację. Komisja Oświaty w dniu jutrzejszym również podejmie ten temat - pisze Magda Wdowińska-Schabek, radna Piastowa. Na stronie miasta pojawił się też oficjalny komunikat: 

"Szanowni Państwo! W związku z zaistniałym zdarzeniem, które miało miejsce w niepublicznym żłobku Myszka Miki na ul. Lwowskiej 12, informujemy, że zostały podjęte działania kontrolne w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji" - przekazał urząd.

Śmierć 2-latka w żłobku w Ząbkach

Niedawno z powodu podobnej sytuacji doszło do dramatu. 2-letni chłopiec zniknął z oczu opiekunek w klubie dziecięcym w Ząbkach i utopił się w oczku wodnym.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki