Do tej potwornej tragedii doszło w Mikołowie w listopadzie ub. roku. Arkadiusz O. jechał swoim audi A6 w stronę Tychów drogą krajową nr 44. Było ciemno i bardzo kiepska pogoda, śnieżyło. Arkadiusz O. nie zauważył na oznakowanym i oświetlonym przejściu trójki przechodniów. Nawet nie hamował. Lenka i Wiktoria nie miały żadnych szans na przeżycie zderzenia z półtoratonowym pojazdem.
Arkadiusz O. został oskarżony przez Prokuraturę Rejonową w Mikołowie o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. W czwartek w tamtejszym sądzie proces ruszył. Najbliżsi Lenki i Wiktorii nie potrafili ukryć łez. Arkadiusz O. pozbawił ich wszystkiego co mieli najcenniejszego na tym świecie.
Arkadiusz O. odpowiada z wolnej stopy. Utrzymuje, że od czasu wypadku nie może się pozbierać. Leczy się psychologicznie. Także on płakał podczas składania zeznań.
- Jechałem na lewym pasie. Nic nie widziałem. Była śnieżyca. Potem był ogromny huk i powybijane szyby. Nie hamowałem, bo nikogo nie widziałem. Córka, która jechała ze mną powiedziała: „tata, piesek”. Zjechałem na pobocze i wyszedłem z samochodu. Poszedłem w dół (w miejscu wypadku droga biegnie pod górę – przyp. red). Nie zauważyłem nic. Dopiero gdy się odwróciłem w kierunku samochodu, to zobaczyłem, że pod nim jest dziewczyna. Krzyknąłem do ludzi, żeby dzwonili po pogotowie, a sam reanimowałem ją. Odwróciłem ją na pozycję boczną. Potem ktoś mi powiedział, ze jest jeszcze jedna dziewczynka – zeznawał Arkadiusz O. płaczącym i łamiącym się głosem.
Kierowca audi takim samym głosem przepraszał rodziców i bliskich zabitych dziewczynek. - Chciałem państwa niesamowicie przeprosić za to co się stało. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak państwo się czują. Zrobię wszystko, żeby to naprawić. Chciałem od razu się z państwem skontaktować, ale odradzał mi to poprzedni adwokat. Bardzo państwa przepraszam i proszę o wybaczenie – mówił na sali sądowej Arkadiusz O.
Jednak rodzice nastolatek nie uważają przeprosin i skruchy kierowcy za szczerą. - To był pokaz. Gdyby chciał to mógł się wcześniej z nami skontaktować. Adwokata też zmienił wcześniej. Wtedy, w ciągu pierwszej pół godziny po spowodowaniu wypadku zdążył zadzwonić do mamy, taty, żony i adwokata. Dziewczynki wyciągali spod auta inni ludzie, a jakaś dziewczyna, 17-latka ,powiedziała, że trzeba Lenę i Wiktorie położyć w pozycji bezpiecznej. On tam nic nie pomógł. Te łzy i ta opowieść to tylko linia obrony – powiedzieli nam rodzice Leny po pierwszej rozprawie.
Arkadiuszowi O. grozi za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym do ośmiu lat pozbawienia wolności.