Spotkanie parafialne odbywało się w zakopiańskiej karczmie Harenda. Miała tam zostać podjęta decyzja w sprawie odwołania miejscowego proboszcza. W spotkaniu brała udział dziennikarka Tygodnika Podhalańskiego, która została zaproszona przez jedną z mieszkanek. W pewnym momencie, jeden z księży stwierdził, że informacje ze spotkania nie mogą pojawić się w mediach. Mieszkańcy zaczęli wskazywać palcem na dziennikarkę. Ksiądz Kazimierz Podsiadło podszedł do Jolanty Flach i zabrał jej dyktafony. W trakcie sprzeczki zaginęły też telefony oraz notatnik dziennikarki.
- Ktoś wskazał na mnie palcem, ksiądz wyrwał mi dyktafon, a kilka osób się na mnie rzuciło. Okładano mnie pięściami, szarpano i ciągnięto za włosy - relacjonuje Jolanta Flach.
Wezwana została policja, któa przeszukała torebkę kobiety, aby powterdzić jej zeznania. W międzyczasie uczestnicy zebrania podrzucili mi moje telefony. Policjanci zarzucili mi kłamstwo – mówi Flach. Następnego dnia kobieta udała się na SOR, aby wykonać obdukcję. Po zbadaniu lekarz zapisał w karcie informacyjnej: "mnogie powierzchowne urazy barku i ramienia, urazy kończyny górnej prawej i lewej, uraz klatki piersiowej" - wyznaje kobieta.
W piątek Jolanta Flach złożyła do Prokuratury Rejonowej w Zakopanem doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Dotyczy ono naruszenia nietykalności cielesnej podczas wykonywania czynności służbowych, uniemożliwienia wykonywania obowiązków dziennikarskich oraz kradzieży.