Do tego przerażającego aktu bestialstwa doszło w Osinowie Dolnym, wsi na granicy polsko-niemieckiej. Henryk Jakubiec (†37 l.) mieszkał na obrzeżach osady, z matką i rodzeństwem. - Henio pomagał w gospodarstwie jak mógł. Był uczciwym człowiekiem i dobrym synem - mówi przez łzy matka mężczyzny, pani Helena (58 l.).
"Synalek umiera"
Kilka dni temu skromne mieszkanko pana Henia odwiedził jego znajomy - 18-letni Kamil R. Nastolatek od wielu miesięcy sprawiał kłopoty mieszkańcom wsi. Chuliganił, bił i kradł. Nie uczył się i terroryzował nawet własną rodzinę.
W pewnym momencie gospodarz zaczął śmiać się ze skarpetek gościa, które przez wiele dni były nieprane i śmierdziały. Wtedy chłopak wpadł w szał. Wyszedł z mieszkania, aby zapalić papierosa i się uspokoić. Ale po 20 minutach wrócił. Wtedy Kamil R. chwycił butelkę i z całej siły zaczął nią tłuc w głowę zaskoczonego mężczyzny. Trysnęła krew, ale zwyrodnialcowi wciąż było mało. Złapał nóż i dźgnął konającą ofiarę kilka razy w pierś. W furii szaleniec chwycił jeszcze metalową kankę i uderzył nią kilka razy w głowę mężczyzny, rozłupując czaszkę na kilka części. Po zbrodni, unurzany we krwi swojej ofiary, zapukał do drzwi domu matki pana Henryka i powiedział, żeby ratowała synalka, bo właśnie umiera.
- Słyszeliśmy przez ścianę, jak ta bestia katuje naszego Henia. Ale nic nie zrobiliśmy, bo myśleliśmy, że to sąsiad drewno rąbie - opowiada, płacząc pani Helena. Matka oprawcy nie może uwierzyć w to, co się wydarzyło. - Mój Kamil to przecież takie dobre dziecko! Trudno uwierzyć, że był skłonny do morderstwa - mówi pani Wioleta, matka mordercy. - Kocham syna i zawsze go będę kochała. Wybaczcie, ale inaczej nie potrafię, to moje dziecko.