Do tej strasznej pomyłki doszło w 2012 r. Dopiero po pewnym czasie zorientowano się, że w ciele mężczyzny są zaszyte ciała obce. Blisko rok po feralnym zabiegu Ireneusz N. znowu trafił na stół operacyjny, bo chusty trzeba było wyciągnąć. Kilka tygodni później mężczyzna zmarł.
Czy przyczyną jego śmierci były powikłania związane z zaszyciem chust? Tak przekonuje prokuratura, która o narażenia zdrowia i życia Ireneusza N. oskarżyła chirurga Dariusza R. Śledczy domagają się ukarania lekarza karą pół roku więzienia w zawieszeniu. Twierdzą, że to on był szefem zespołu operacyjnego, więc odpowiadał za cały zabieg od początku do końca.
Obrona lekarza twierdzi natomiast, że chirurg dopełnił wszelkich swoich obowiązków. Wyraźnie pytał podległe mu podczas operacji pielęgniarki, czy wszystkie przedmioty zostały zabrane z ciała pacjenta. A te zapewniły lekarza, że tak. Wtedy też chirurg podjął decyzję o zaszyciu Ireneusza N. W jego brzuchu zostały dwie chusty o wymiarach 70 na 70 cm.
Rodzina zmarłego nie ma żadnych wątpliwości, że zawinił lekarz. Twierdzi, że gdyby nie fuszerka podczas zabiegu, pan Ireneusz żyłby – być może – do dzisiaj. Żona Ireneusza N. mówiła też przed sądem, że do tej pory nie usłyszała od chirurga nawet słowa „Przepraszam”.
Proces w tej sprawie trwa w Sądzie Rejonowym we Wrocławiu. Wyrok poznamy w przyszłym tygodniu.