Monika miesiąc przed śmiercią poprosiła rodzinę, aby - jeśli zginie - jej narządy oddać do przeszczepu. Jeszcze wczoraj doszło do przeszczepu nerek, których dawcą była dziewczyna.
O tym, że Monika ma zamiar oddać po śmierci swoje organy do przeszczepu, powiedziała babci na miesiąc przed tragedią.
- To była jakaś rozmowa o chorobie, bez większej przyczyny, raczej przypadkowa - wspomina jej mama Grażyna Kelm. - Zresztą Monika taka była, że rozdałaby całą siebie. Szczebiotka, zawsze uśmiechnięta, wesoła, ruszała na pomoc każdemu. - Myślała nawet o tym, by pracować w hospicjum. Miała tyle planów... O jednym dowiedziałam się dopiero po wszystkim: planowali ze swoim chłopakiem Darkiem kupno pierścionka zaręczynowego - szlocha kobieta.
Niezwykle dojrzała decyzja
O decyzji oddania organów do przeszczepu zdecydowali oboje rodzice po krótkiej rozmowie. - Niczego więcej nie pragnęłam, tylko żeby znalazł się taki ktoś, kto mojej córce będzie w stanie pomóc! Ale to było niemożliwe. Będziemy nadal mieli jej fragmencik w innym życiu. Bardzo tego chciała. Zgodziliśmy się z jej wolą.
- Nigdy jeszcze w swojej karierze nie spotkałem się z tak dojrzałą decyzją tak młodej osoby - mówi nam prof. Kuna. - Ludzie są bardzo egoistyczni. Nie myślą o tym, że oddając swoje narządy mogą uratować komuś życie - dodaje.
Postrzelona w głowę
Przypomnijmy: 23-letnia Monika pojechała w sobotę na łódzkie osiedle im. Lumumby na juwenalia. Chciała się pobawić. Jej chłopak, Darek (25 l.), pracował na tej imprezie jako ochroniarz. - Darek bardzo przeżywa to, co się stało - mówi Grażyna Kelm. - Wyrzuca sobie, że gdyby nie on, Monika by się tam nie znalazła i teraz by żyła...
Dziewczyna trafiła do łódzkiego szpitala w sobotę, o godzinie 3 w nocy, po tym jak na juwenaliach pojawiła się kilkunastoosobowa grupa chuliganów i rozpętała regularną wojnę z policją. Policjanci podczas bitwy z pseudokibicami omyłkowo użyli ostrej amunicji. Ale to Monika, niczemu nie winna dziewczyna, padła ofiarą tej wojny. Pocisk, jakiego używa się podczas polowania na dziki, przeszył jej czaszkę na wylot.
32 godziny oczekiwania
- Po operacji została przewieziona na oddział intensywnej opieki medycznej. Oddychał za nią respirator. Nastąpiła śmierć pnia mózgu Czekaliśmy 32 godziny na to, czy zareaguje na zastosowane leki. Nie udało się - mówi nam prof. Piotr Kuna, dyrektor szpitala im. Barlickiego w Łodzi.
Po orzeczeniu śmierci Moniki, jeszcze tego samego dnia jej nerki zostały przeszczepione potrzebującemu. Dziś funkcjonują jako część organizmu całkiem innej osoby.
Kiedy umiera mózg - umiera człowiek
Do przeszczepu kwalifikują się organy osoby, u której doszło do śmierci pnia mózgu. Zgodnie z polskim prawem, kiedy umiera mózg - umiera człowiek. Inne narządy, np. serce, jeszcze mogą pracować.
Lekarze mogą pobrać organy do przeszczepu, jeśli pacjent nie był w podeszłym wieku, miał wydolne narządy, nie miał przewlekłych chorób typu miażdżyca czy stwardnienie rozsiane. Zwłokami człowieka nie dysponuje rodzina, ale lekarze zawsze pytają jej członków o zdanie. Jeśli zdecydowanie sprzeciwiamy się przeszczepowi naszych organów, musimy napisać oświadczenie i wysłać je do Centralnego Rejestru Sprzeciwów w Warszawie.
Organy z osoby żyjącej (nerki czy fragment wątroby) mogą być przeszczepione tylko najbliższej rodzinie: dzieciom lub rodzeństwu. Zasada ta ma zapobiec handlowi narządami.
A minister Kalisz obżerał się na pikniku
W dniu tragedii Ryszard Kalisz, szef MSWiA, zamiast pojechać do Łodzi, gdzie policjanci zastrzelili dwoje młodych ludzi, piknikował w Gubinie (Wielkopolska), gdzie SLD rozpoczynał kampanię europejską. Były baloniki, kiełbaski, piwo. - Wpadłem tam na kilkadziesiąt minut. W Łodzi zaś był obecny wiceminister Andrzej Brachmański - tłumaczył swoją wpadkę Kalisz. Na pikniku zapewniał, że Polska rozwija się we właściwym kierunku.
Policjantka nie rozróżniła amunicji
- To jedna z łódzkich policjantek z sekcji Ruchu Drogowego w stopniu sierżanta wydała funkcjonariuszom interweniującym w czasie juwenaliów ostrą amunicję, którą zostały trafione trzy osoby, w tym dwie śmiertelnie - ujawnił wczoraj nowy komendant wojewódzki w Łodzi Janusz Tkaczyk. Kolejne jego słowa są szokujące: kobieta nie potrafiła odróżnić rodzaju amunicji.
Wszczęto już postępowanie dyscyplinarne wobec funkcjonariuszki i jej szefa. Kobiecie grozi wydalenie ze służby. Stanie też przed prokuratorem. Niewykluczone, że zostanie jej postawiony zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci. - Nie udzielamy żadnych informacji na ten temat - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.