Andrzej Stankiewicz dla "Super Express": Wałęsa pogrążył drużynę Schetyny

2019-10-07 10:20 rozmawiał Przemysław Harczuk
Andrzej Stankiewicz
Autor: East News

„Super Express”: – Sondaże wskazują na wygraną PiS. A opozycja szuka ratunku. Ma nim być wsparcie ze strony byłych prezydentów... Andrzej Stankiewicz: – W ostatnich latach wskazania Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, czy Bronisława Komorowskiego nikomu jeszcze nie pomogły. Co więcej, czasem mogą nawet zaszkodzić.

– Na przykład wtedy, gdy Lech Wałęsa na konwencji brutalnie atakuje zmarłego ojca premiera, Kornela Morawieckiego, legendarnego przywódcę Solidarności Walczącej?
– To tylko potwierdza moje słowa. Niezależnie jak ocenia się Kornela Morawieckiego – ja mam krytyczny stosunek co do ostatnich lat życia, jego prorosyjskich wypowiedzi – to nie mówi się takich rzeczy dzień po czyimś pogrzebie. Jeszcze w sytuacji, gdy liderzy PO oddali Morawieckiemu hołd, a Grzegorz Schetyna jest byłym działaczem Solidarności Walczącej. To wystąpienie Wałęsy jest golem samobójczym i klęską opozycji.
– Czyli coś, co miało być kołem ratunkowym dla opozycji, stało się największą wizerunkową wpadką?
– Ale to było do przewidzenia! Jeśli zaprasza się na konwencję Lecha Wałęsę, pozwala mu się wystąpić, to przecież można się spodziewać, jak to się skończy. Wałęsa jest nieprzewidywalny. Nie da się nim sterować. W swoim wystąpieniu wplótł też wątki osobiste, o nim, jego wojnie z Kaczyńskim. To na pewno szkodzi Koalicji Obywatelskiej. Ale w ogóle wsparcie ze strony byłych prezydentów nie jest ratunkiem dla opozycji, także w przypadku polityków bardziej przewidywalnych, jak Kwaśniewski, czy Komorowski.
– Dlaczego?
– Ci politycy najlepszy czas mają za sobą. Do tego z racji tego, że mają określone poglądy, ich głos nie przekona nikogo poza twardymi elektoratami. A twarde elektoraty są już wystarczająco zmobilizowane. Z kolei działania takie, jak list w sprawie Senatu, wzywający kandydatów niezależnych do wycofania się z wyborów, doprowadził jedynie do tarć w opozycji. Monika Jaruzelska Kwaśniewskiemu się odszczeknęła, zarzuciła mu kłamstwo. Doszło do zabawnej sytuacji, bo były prezydent stwierdził, że na Jaruzelską głosował w wyborach samorządowych. Pani Jaruzelska odparowała, że nie mógł tego zrobić, bo głosuje w Wilanowie, a ona kandydowała na Pradze Północ.

– Teraz Aleksander Kwaśniewski wsparł Adriana Zandberga z partii Razem, formacji, która miała być nową jakością na lewicy, mocno krytykowała Sojusz Lewicy Demokratycznej, a dziś z SLD idzie w jednym bloku…
– To w ogóle bardzo ciekawe. Jednak Adrian Zandberg nie tylko krytykował SLD, ale też w pewnych momentach miał mocno propisowskie wypowiedzi, mówił, że sprawy takie jak Trybunał Konstytucyjny, czy Sądy ludzi nie interesują, że liczy się socjal. Zandberg zmarnowął jednak cztery lata, w końcu zmuszony został do koalicji z SLD, tak wcześniej przez niego krytykowanym. Jak rozumiem Kwaśniewski chce wesprzeć kogoś młodego, kto nie jest kojarzony z tym twardym nurtem SLD i wesprzeć nową twarz lewicy.
– Tymczasem była premier Beata Szydło bardzo mocno zaangażowała się we wsparcie partii rządzącej. Czy będzie to wzmocnienie dla PiS-u?
– Na pewno w elektoracie partii rządzącej ma duży autorytet. Przede wszystkim jednak jej wsparcie pokazuje jak działa PiS. W polityce krajowej została odsunięta na boczny tor. Najpierw przestała być premierem, musiała ustąpić Mateuszowi Morawieckiemu. Potem przestała być wicepremierem. Dziś jest szeregową posłanką. W Parlamencie Europejskim PiS jest słaby, więc nie był w stanie dać jej żadnej funkcji. Mimo to, Beata Szydło odstawiła na bok swoje osobiste ambicje. I jeździ po Polsce, mocno zasuwa wspierając partię rządzącą. Ale to pokazuje różnicę między silnym PiS-em a opozycją, która nie zdążyła przegrać, a już się pokłóciła.

Najnowsze