Skandal w Kościele katolickim w USA. Biskup miał kraść ogromne kwoty i wydawać w meksykańskim domu publicznym
Dostojne szaty, siwy włos na skroni i wzniosłe modły na ambonie. Biskup Emanuel Shaleta (70 l.) z kalifornijskiej diecezji św. Piotra Apostoła w San Diego jeszcze niedawno wydawał się wzorem wszelakich cnót. Parafianie najbardziej podziwiali go za to, że jest tak hojny dla ubogich. Teraz cała Ameryka jest w szoku. Bo okazało się, że pobożny hierarcha ma - delikatnie mówiąc - drugie oblicze. Prokuratura zarzuca mu sprzeniewierzenie co najmniej 270 tys. dolarów należących do parafii Saint Peter’s Chaldean w East County. Według śledczych pieniądze miały być przekazywane biskupowi przez sekretariat parafii, a następnie znikać bez jasnego rozliczenia. Sam duchowny twierdził, że środki były przeznaczane na pomoc osobom potrzebującym. Jak się jednak okazało, znikały w zupełnie innym miejscu. The Pillar ujawnił, że biskup regularnie podróżował do meksykańskiej Tijuany, gdzie odwiedzał znany dom publiczny Hong Kong Gentleman’s Club znajdujący się w dzielnicy czerwonych latarni Zona Norte. Nie była to bynajmniej jedna chwila słabości, a we wspomnianym przybytku jurny biskup nie szczędził grosza na doczesne uciechy.
Gdy sprawa wyszła na jaw, jurny biskup próbował uciec do Niemiec. Został zatrzymany
Jak pisze dziś New York Post, biskup Emanuel Shaleta usłyszał zarzuty obejmujące m.in. osiem przypadków defraudacji, osiem przypadków prania pieniędzy oraz jeden zarzut dotyczący poważnego przestępstwa finansowego. Jeśli zostanie uznany za winnego, może spędzić nawet 15 lat w więzieniu. Prokurator Joel Madero przekonywał w sądzie w El Cajon, że istnieje ryzyko ucieczki oskarżonego. Podczas zatrzymania w ubiegłym tygodniu na lotnisku w San Diego duchowny miał przy sobie ponad 9 tys. dolarów w gotówce i był w drodze do Niemiec. Obrona twierdzi jednak, że planowana podróż była wcześniej zaplanowana i nie miała związku z toczącym się postępowaniem. Prokuratura nie dała temu wiary, wskazując na międzynarodowe kontakty duchownego i jego dostęp do środków finansowych. Śledczy podejrzewają, że faktyczna skala brakujących pieniędzy może być znacznie większa. Według niektórych ustaleń w grę może wchodzić kradzież nawet ponad 427 tys. dolarów, a niektóre szacunki mówią o kwocie sięgającej miliona! Sam biskup stanowczo zaprzecza zarzutom. W oświadczeniu zapewnił, że nigdy nie wykorzystał pieniędzy należących do Kościoła i zawsze starał się odpowiedzialnie zarządzać darowiznami wiernych. Część parafian mówi o wściekłości i łzach, inni nadal okazują mu wsparcie i uważają, że oskarżenia są niesłuszne. Władze diecezji apelują o modlitwę i cierpliwość do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez sąd. Biskup pozostaje w areszcie, ponieważ nie wpłacił kaucji w wysokości 125 tys. dolarów. W przyszłym miesiącu ma ponownie stanąć przed sądem na rozprawie wstępnej, podczas której zostaną przedstawione dalsze dowody.