- Groźna epidemia wirusa Ebola w DRK i Ugandzie pochłonęła już ponad 130 ofiar, a WHO ostrzega przed międzynarodowym zagrożeniem.
- Zmagania dotyczą śmiertelnego szczepu Bundibugyo, na który nie ma leczenia, a amerykański lekarz misyjny zaraził się nim podczas operacji.
- Sprawdź, w jakim stanie jest zakażony medyk i poznaj najnowsze doniesienia z epicentrum walki z wirusem.
W Demokratycznej Republice Konga i w sąsiedniej Ugandzie szaleje epidemia wirusa Ebola. Zmarło już 139 osób, a ponadh 600 wykazuje objawy tego śmiercionośnego patogenu. Rodzaj wirusa, z którym trwa walka, to Bundibugyo, na którą niestety nie ma zatwierdzonej szczepionki, nie ma też opracowanego leczenia. Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia, podczas poprzedniej epidemii tego szczepu wirusa wskaźnik śmiertelności był ogromny i wahał się między 30 a 50 procent. Tedros Ghebreyesus, szef WHO ostrzega: "Oficjalne liczby będą rosły i wirus jest zagrożeniem na skalę międzynarodową, choć na razie nie spełnia kryteriów pandemicznych".
Coraz więcej zachorowań na Ebolę. "Będzie tego więcej"
Jedną z osób, które zostały zakażone, jest amerykański lekarz, przebywający wraz z rodziną na misji w DRK. Dr Peter Staford zaraził się Ebolą podczas operacji. "Kilka dni przed potwierdzeniem epidemii przez Afrykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (ACDC), Stafford zoperował 33-letniego pacjenta z silnym bólem brzucha. Lekarze podejrzewali wówczas infekcję pęcherzyka żółciowego" - mówi dla NBC dr Scott Myhre, dyrektor grupy misyjnej na Afrykę Środkową i Wschodnią. "Stafford przeprowadził zabieg jamy brzusznej i stwierdził, że pęcherzyk żółciowy jest prawidłowy, po czym go zamknął, ale pacjent zmarł następnego dnia". Później okazało się, że zmarł z powodu Eboli. W miniony weekend dr Staford zaczął mieć pierwsze objawy, w niedzielę wynik testu na obecność wirusa wyszedł pozytywnie. We wtorek trafił na leczenie do Niemiec. "Byli tam ludzie w pełnym sprzęcie ochrony osobistej, całkowicie zakryci, a on wisiał na nich ledwo chodząc. Wyglądał na bardzo zmęczonego i bardzo chorego" - powiedział przyjaciel lekarza.
Co z lekarzem i jego rodziną? "Zaczął jeść"
Teraz do Stafforda dołączyła jego rodzina - żona Rebekah, która również jest lekarką oraz czwórka małych dzieci pary. Na razie nie mają objawów choroby, testy na obecność wirusa wyszły im negatywnie. A co z dr Staffordem? Serwis ABC News podaje, że jest lepiej. "Czuję się dobrze. Je. Wiecie, jednym z objawów Eboli są nudności i problemy żołądkowo-jelitowe, więc jesteśmy bardzo wdzięczni, że może teraz jeść i jesteśmy naprawdę zadowoleni z tego, w jaką stronę to zmierza" - powiedział Matt Allison, dyrektor wykonawczy Serge, chrześcijańskiej grupy misyjnej, dla której pracuje Stafford.
A w Afryce coraz gorzej
Tymczasem agencja AP donosi, że mieszkańcy miasta Rwampara podpalili w czwartek (21 maja) ośrodek leczenia wirusa Ebola, po tym, gdy uniemożliwiono im zabranie ciała zmarłego kolegi. "Jego rodzina, przyjaciele i inni młodzi ludzie chcieli zabrać jego ciało do domu na pogrzeb, mimo że instrukcje władz dotyczące epidemii wirusa są jasne" – powiedział szef departamentu bezpieczeństwa publicznego prowincji Ituri Jean Claude Mukendi, podkreślając, że ciała zakażonych wirusem muszą być chowane zgodnie z obowiązującymi procedurami. Koordynator terenowy organizacji humanitarnej ALIMA Hama Amadou poinformował później, że sytuacja została opanowana, a zespoły pomocowe kontynuują pracę w ośrodku.