- Demokratyczna Republika Konga mierzy się z nową, śmiertelną epidemią wirusa Ebola, zmuszając WHO do pilnych narad.
- Szczep Bundibugyo, bez leczenia i szczepionki, zabił już ponad 130 osób, a setki są podejrzane o zakażenie.
- Amerykański chirurg zaraził się podczas operacji; poznaj jego dramatyczną historię i los jego rodziny w epicentrum epidemii.
Nie jest dobrze. Nowa epidemia wirusa Ebola, która wybuchła w Demokratycznej Republice Konga, zbiera śmiertelne żniwo. Wirus prawdopodobnie rozprzestrzeniał się przez tygodnie, zanim zidentyfikowano ognisko choroby. Szacuje się, że w tej chwili co najmniej 131 osób w Afryce Środkowej zmarło, a 531 podejrzewa się o zakażenie. Rodzaj wirusa, z którym trwa walka, to Bundibugyo, na którą niestety nie ma zatwierdzonej szczepionki, nie ma też opracowanego leczenia. Zgodnie z danymi WHO, podczas poprzedniej epidemii tego szczepu wirusa wskaźnik śmiertelności był ogromny i wahał się między 30 a 50 procent.
Pilna narada WHO. "Niepokojąca skala"
Sytuacja jest bardzo poważna - we wtorek, 19 maja, WHO zwołała komitet ds. sytuacji nadzwyczajnych. Pilne spotkanie komitetu zaplanowano podczas trwającego w Genewie drugiego dnia dorocznego szczytu WHO. "Epidemia potencjalnie może mieć znacznie szerszą skalę, niż wynika to z oficjalnej liczby przypadków" - mówił szef WHO Tedros Ghebreyesus.
Jedną z osób, które zostały zakażone, jest amerykański lekarz, przebywający wraz z rodziną na misji w DRK. To chirurg, dr Peter Staford, który zaraził się Ebolą podczas operacji. "Kilka dni przed potwierdzeniem epidemii przez Afrykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (ACDC) , Stafford zoperował 33-letniego pacjenta z silnym bólem brzucha. Lekarze podejrzewali wówczas infekcję pęcherzyka żółciowego" - mówi dla NBC dr Scott Myhre, dyrektor grupy misyjnej na Afrykę Środkową i Wschodnią. "Stafford przeprowadził zabieg jamy brzusznej i stwierdził, że pęcherzyk żółciowy jest prawidłowy, po czym go zamknął, ale pacjent zmarł następnego dnia" - dodaje.
Amerykański lekarz słaniał się na nogach. Przyleciał do Niemiec
Parę dni później okazało się, że 33-latek zmarł z powodu Eboli. W miniony weekend dr Staford zaczął mieć pierwsze objawy, w niedzielę wynik testu na obecność wirusa wyszedł pozytywnie. We wtorek młody lekarz trafił na leczenie do Niemiec. Dr Myhre opisuje moment, gdy pojawił się w niemieckim szpitalu. "Byli tam ludzie w pełnym sprzęcie ochrony osobistej, całkowicie zakryci, a on wisiał na nich ledwo chodząc. Wyglądał na bardzo zmęczonego i bardzo chorego" - powiedział. Żona Stafforda, Rebekah Stafford, również jest lekarką i leczyła tego samego pacjenta. Ona i czwórka małych dzieci pary pozostają obecnie w Kongo, gdzie są monitorowani.