Spis treści
Rutynowa kontrola, która skończyła się aresztem
Do zatrzymania doszło w poniedziałkowy wieczór, 13 kwietnia 2026 roku. Funkcjonariusze Bundespolizei z Konstanz weszli do autokaru dalekobieżnego, który właśnie przekraczał granicę ze Szwajcarii. Wśród pasażerów był 40‑letni Polak. Po sprawdzeniu jego danych okazało się, że prokuratura w Mönchengladbach wydała wobec niego otwarty nakaz aresztowania.
Powód? Mężczyzna nie zapłacił grzywny zasądzonej przez sąd w Grevenbroich za fahrlässige Straßenverkehrsgefährdung, czyli nieumyślne stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym. Wyrok zapadł w styczniu 2024 roku – a kara do dziś nie została uregulowana.
Polecany artykuł:
„Nie miał pieniędzy. Musiał iść do więzienia”
Jak przekazał Enrico Kuhn z policji federalnej w Konstanz, sytuacja była jednoznaczna:
– Mężczyzna nie był w stanie zapłacić zaległej grzywny na miejscu. W takiej sytuacji prawo jest jasne – musi odbyć zastępczą karę pozbawienia wolności – wyjaśnia Kuhn.
Polak został przewieziony do zakładu karnego w Konstanz, gdzie odbędzie 40 dni zastępczej kary więzienia.
To nie pierwszy taki przypadek
Niemieccy funkcjonariusze przyznają, że podobne sytuacje zdarzają się bardzo często. Podczas kontroli granicznych regularnie zatrzymywani są Polacy, którzy – często nieświadomie – mają na swoim koncie zaległe grzywny, nakazy doprowadzenia czy wyroki za drobne przestępstwa.
– Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że niezapłacona kara sprzed lat może zakończyć się zatrzymaniem przy przekraczaniu granicy – podkreśla Kuhn.
40 dni za kratkami zamiast podróży
Zamiast spokojnej podróży przez Niemcy, 40‑latek trafił prosto do więzienia. Tam spędzi ponad miesiąc – chyba że ktoś z jego bliskich zdecyduje się opłacić zaległą grzywnę i skrócić pobyt za kratami.
