Nie wolno ratować jej życia

2005-04-22 21:41 TOMASZ JAROSZ
Citroen C5 III Kombi - rok produkcji 2008 - obecnie
Autor: Citroen

Wielka Brytania. - Każda minuta, każda chwila to dla nas katusze. Bo w każdym momencie nasze maleństwo może przestać oddychać. A wtedy lekarze wykonają wyrok... - zalewa się łzami Debbie Wyatt, matka ciężko chorej brytyjskiej dziewczynki.

Ta sprawa wstrząsnęła Wielką Brytanią. Charlotte Wyatt urodziła się w październiku 2003 r, trzy miesiące przed terminem. Ważyła zaledwie 458 gramów i mierzyła 12,7 centymetra. Ma uszkodzony mózg, serce, płuca i wątrobę, nie widzi i nie słyszy.

Czuje tylko ból?

Żyje w plastykowym pudełku wypełnionym tlenem. Bez czułego dotyku i pieszczot rodziców. Jedyne co czuje, to potworny ból rozoranych płuc. Kilka razy podłączana była do respiratora. Lekarze od momentu urodzin dziewczynki przekonywali, że nie ma sensu utrzymywać jej przy życiu. Że trzeba przerwać leczenie.

- Charlotte nigdy nie będzie zdolna do odwzajemnienia uczuć rodziców i normalnego życia. Dlatego należy pozwolić jej umrzeć w pokoju, zamiast męczyć zabiegami - upierają się medycy ze szpitala św. Marii w Portsmouth.

Żyje dzięki aparaturze

Rodzice dziewczynki nie chcą nawet słyszeć o zaprzestaniu leczenia, które oznacza śmierć dziecka. Ale w tym tygodniu sąd podtrzymał zakaz utrzymywania Charlotte przy życiu w razie gwałtownego pogorszenia się jej stanu zdrowia. Medycy uznali, że dziewczynka nie jest w stanie normalnie oddychać i w przypadku opuszczenia plastykowego pudełka nie wytrzyma pierwszej infekcji. - Jestem przekonany, że śmierć podczas intensywnych i bezskutecznych zabiegów nie leży w interesie Charlotte - argumentował jeden z nich.

Rodzice się nie poddają

- Przecież nasze maleństwo reaguje na dźwięki. Wyraźnie ożywia się też na widok kolorowych zabawek. A jednak sąd wydaje się tego nie zauważać - mówiła brytyjskiej telewizji BBC Debbie.

Państwo Wyatt spodziewają się zaś kolejnego dziecka. I przyznają, że nie mogliby mu spojrzeć w twarz, gdyby nie walczyli o życie jego siostrzyczki. Dlatego zamierzają odwołać się do sądu apelacyjnego.

Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze