Dwaj krwawi bracia i jeden konstruktor bomb wykształcony na katolickim uniwersytecie w Belgii, a być może również czwarty, niezidentyfikowany jeszcze wspólnik. To oni według belgijskich służb odpowiadają za masakrę w Brukseli. Najprawdopodobniej Khalid i Brahim El Bakraoui, bracia z bogatą policyjną kartoteką, wysadzili się w powietrze - jeden na lotnisku, a drugi w metrze.
Najim Laachraoui (25 l.), Marokańczyk wykształcony w dziedzinie inżynierii, ponoć uciekł z miejsca zamachu. Poszukiwany jest już od listopada jako współorganizator zamachów w Paryżu. Jego rola polegała na konstrukcji ładunków wybuchowych. Wczoraj informowano o jego zatrzymaniu, potem zostało to zdementowane. Podobnie jak fakt, że został nagrany przez monitoring lotniska. Okazało się, że podejrzany mzczyzna w jasnej kurtce i w kapeluszu pchający wózek bagażowy tuż przed tragedią to nie on.
Zamachy terrorystyczne w Brukseli zostały przeprowadzone we wtorek rano. Najpierw na międzynarodowym lotnisku wybuchły dwie bomby, zabijając 14 osób. Po godzinie ładunek wybuchowy rozerwał wagon metra wjeżdżającego na stację Maelbeek, tuż obok unijnych urzędów, w tym siedziby Komisji Europejskiej. Zginęło 20 osób. Łącznie w atakach zostało rannych blisko 300 osób.
Coraz więcej wiadomo też o Polakach poszkodowanych podczas zamachów. Jak dowiedział się "Super Express", prawdopodobnie obrażenia odniosło dwóch pracowników krakowskiej Izby Celnej. Jeden z nich ma być w stanie poważnym, czuwa przy nim rodzina. Trzecią ofiarą, również poważnie ranną, ma być kobieta.
Zobacz także: Znaleziono tajemniczy testament jednego z zamachowców. Zamachy w Brukseli. RELACJA NA ŻYWO